Czechy, Czeskie życie, Mentalnie

Cuda czeskiego języka

Muszę się z Wami podzielić tajemnicą – czeski język nie przestaje mnie zadziwiać. Języki ogólnie mnie nieustannie dziwią i fascynują, ponieważ to jedno z tych niesamowitych narzędzi, na które wpływ ma społeczeństwo i które jednocześnie na to społeczeństwo również wpływa. Trochę jak lustro – w zależności od tego, co przed nim zaprezentujesz, to ci pokaże. Z językami bywa podobnie, no a z czeskim – to dopiero jest zabawa! I nie mówię tylko o słownictwie (chociaż to także jest dla mnie źródłem nieustającej radości), ale także o językowej instrukcji, którą obecnie nazywa się gramatyką. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o jednym z tych dziwów – przed Wami krótka opowieść o cudach czeskiego języka.

Językowe cuda

Zacznę może od tego, że prawdopodobnie każdy język ma jakieś swoje i tylko swoje cechy charakterystyczne, które go od innych języków odróżniają i które, z pozoru, nie mają żadnego sensu. W polskim, na ten przykład, mamy „rz” i „ż” albo „u” i „ó” – spróbujcie wytłumaczyć cudzoziemcowi, który próbuje opanować język polski, że to ma sens. Być może osoby uczące się języka angielskiego mają podobne uczucia w stosunku do sensu używania kilkunastu różnych czasów albo ci, którzy zgłębiają język hiszpański – co do zasadności i meandrów trybu subjuntivo. Słowem – każdy z tych języków ma coś, co dziś, na pierwszy rzut oka, jest bezsensownym utrudnieniem.

Tymczasem diabeł skrywa się w szczegółach, jak to mówią, a każde z tych zjawisk ma swoje uzasadnienie. Dawne „ó” kiedyś oznaczało iloczas, czyli długość wypowiadania głoski i brzmiało inaczej niż „u” – z czasem jednak wymowa „ó” się zamykała aż do zrównania z „u”. Do dziś jednak w niektórych gwarach tę różnicę słychać (podobno np. w piosenkach zespołu GolecuOrkiestra). W angielskim czasy pomagają wyrazić to, co my wyrażamy różnymi dodatkowymi słowami, np. gdy chcemy podkreślić, że to doświadczenie całego życia, albo że ktoś już nie żyje. To po prostu dodatkowe nośniki informacji, których w polskim nie przekazuje się za pomocą wybranego czasu. Natomiast hiszpański tryb subjuntivo służy do podkreślenia stosunku mówiącego do przekazywanej informacji – i tego w polskim też za bardzo nie uświadczymy. Tego typu niespodzianki istnieją w wielu językach i cały fun ich nauki polega właśnie na odkrywaniu takich smaczków.

Děvičky

Czeska „ová”, czyli kość niezgody

W czeskim też ich nie brakuje. Już nie mówię o trudnościach w wymowie „ř” (głoska nie występuje w języku polskim, to coś zbliżonego do „rz”, ale bardziej dźwięczne) – kto uczy się czeskiego, ten wie. Ale pojawiają się także inne ciekawostki, a jedną z nich jest słynna żeńska końcówka „ová”. To końcówka, którą, według zasad języka czeskiego, dodaje się do żeńskich nazwisk – bez względu na to, skąd dana kobieta pochodzi. Tak więc jeśli pan Novák ma córkę lub żonę, będzie się ona nazywała Nováková; jeśli żonę ma pan Blaník, będzie się ona nazywała Blaníková, i tak dalej. Czesi się tutaj jednak nie zatrzymują – podobnie nazywają także kobiety-cudzoziemki, a więc, przykładowo, gdy do Czech przyjechał z wizytą amerykański prezydent, jego małżonkę nazywali Michelle Obamovą; gdy koncertowała nad Wełtawą Tina Turner – większość (jeśli nie wszystkie) media pisały o występach Tiny Turnerovej. Brzmi to, przyznajmy, dość osobliwie, choć niektórym może wydawać się zabawne.

Czeski spór o „ovą”

Sprawa żeńskich końcówek nazwisk obiła się dość szerokim echem w czeskich mediach jakiś czas temu, gdy czeski rząd przeprowadzał aktualizację prawa dotyczącego matriky, czyli księgi stanu cywilnego. Między zaproponowanymi zmianami znalazła się propozycja uwolnienia kwestii dodawania końcówki „ová” do nazwisk kobiet. W kraju rozpoczęła się dyskusja – czy obowiązkowe dodawanie tejże końcówki do kobiecych nazwisk powinno być utrzymane? Czy możemy pozostawić tę kwestię do decyzji kobiety?… Wyłoniły się dwa obozy, z których jedni podnosili argumenty za wprowadzeniem zmiany i uwolnieniem tej kwestii: to przecież kwestia osobista, dajmy ludziom wybór. Wspierali się dość logiczną argumentacją: jeśli np. cudzoziemka wyjdzie za Czecha, która postanowi zachować swe nazwisko panieńskie, czeski urząd automatycznie zmieni jej oryginalne, zagraniczne nazwisko i doda „ová” (oczywiście, o ile to będzie możliwe). Gdyby po kilkunastu latach w kraju swego urodzenia odziedziczyła majątek, dajmy na to – dom, musiałaby zatrudnić specjalistę-językoznawcę, aby otrzymać opinię, że jej nowe „poczeszczone” nazwisko w istocie jest tylko czeską wersją jej oryginalnego nazwiska, a ona to faktycznie ona, osoba uprawniona do otrzymania majątku. Innymi argumentami było to, że poza Republiką Czeską końcówka „ová” bywa dość myląca (np. dla zrozumienia, że w istocie chodzi o to samo nazwisko, które nosi męska część rodziny, ale w dwóch formach) lub że automatycznie zdradza pochodzenie. Ostatecznym argumentem było to, że przecież kobiety mają wolną wolę i nie należy im tego wyboru odbierać.

Szumawa

Przeciwnicy zmiany wskazywali, że odmiana nazwisk należy do czeskiej tradycji, którą należy kultywować. Dodatkowo podkreślano, że dzięki niemu łatwiej jest rozróżnić podmiot zdania, np. w zdaniu Nováková  porazila Blaníkovou (zamiast Novák pozrazila Blaník), a używanie męskich form nazwisk wprowadziłoby zamęt i konieczność dodawania kontekstu do zdań, które normalnie byłyby całkowicie zrozumiałe same w sobie. Prawo zmiany ostatecznie nie przeszło – rząd wyraził pogląd, że zmiany być może faktycznie w przyszłości zostaną wprowadzone, ale nie nadszedł jeszcze na nie właściwy moment. Jakie więc możliwości mają dzisiaj kobiety, które mieszkają w Republice Czeskiej?

Czeska rzeczywistość

Nazwiska Czeszek według reguły odmienia się zawsze, czyli w większości przypadków do ich nazwisk doda się końcówkę „ová”. I tak: żona Bursíka stanie się Bursíkovą, żona Tesařa – Tesařovą, żona Petříka – Petříkovą, itp. W momencie zawierania małżeństwa w Republice Czeskiej kobiety mogą jednak przyjąć męską formę nazwiska – lub pozostawić własną, jeśli np. pochodzą z zagranicy – jeśli: a. są cudzoziemkami, b. wychodzą za mąż za cudzoziemca, c. są czeskimi obywatelkami, ale mają inną niż czeska narodowość, d. planują długi pobyt/mają stały pobyt zagranicą (czytałam, że w tym przypadku muszą przedstawić na to dowód, ale nie wiem, czy taka praktyka faktycznie obowiązuje).

W efekcie Czeszki, które nie chcą w nazwisku końcówki „ová”, udają, że należą do innej grupy narodowościowej (której nikt potem już nie sprawdza) lub że wybierają się zagranicę. Trend rezygnacji z końcówki „ová” przybiera na sile, ale jest zdecydowanie nowy i na razie daleko mu do popularności. Z moich obserwacji wynika, że niewielu kobietom wydaje się to kwestią godną uwagi.

Z perspektywy kobiety

Co o tym wszystkim myślę? Walczą we mnie dwa stanowiska. Z jednej strony – pozwólmy Czechom żyć po swojemu. Istnieją też inne kraje, które z automatu dodają do nazwisk „typowe” dla swego języka końcówki (np. Litwa; co ciekawe, ta praktyka często budzi oburzenie mieszkających tam Polaków). Z drugiej – mam jednak sporo zastrzeżeń, zwłaszcza jako kobieta, która w Republice Czeskiej mieszka. Wydaje mi się nieodpowiednie, aby urząd odgórnie mógł decydować o formie mojego nazwiska. Zdecydowanie bardziej opowiadam się po stronie wolnego wyboru. Argument o praktyczności „ovej” również mnie nie przekonuje – przecież w Polsce radzimy sobie bez tejże końcówki doskonale, bo kontekst wypowiedzi zazwyczaj jasno wskazuje na znaczenie zdania. Co więcej, w kontekście kraju, który nadal jest zdecydowanie patriarchalny (a za taki Czechy mimo wszystko uważam), i samego kontekstu końcówki „ová” – nie wyobrażam sobie chcieć dodać ją do swojego nazwiska.

W mojej opinii już samo porzucanie własnego nazwiska (z którym się wychowałam i które stanowi część mojej tożsamości, zwłaszcza na emigracji) na rzecz nazwiska męża w imię tradycji, która od wieków kobiety sprowadza do roli przedmiotu, jest wyborem kontrowersyjnym. Końcówka „ová” jakby dodaje oliwy do ognia, „owa” to przecież określenie, które kiedyś wskazywało na przynależenie do kogoś. Pamiętacie określenia typu „pani doktorowa” albo „pani generałowa”? Przypomina mi to sytuację, w której kobiety definiowały się przez pozycję swojego męża – a nie własną, bo w oczach społeczeństwa tej po prostu nie miały. Jeśli więc przyjdzie mi kiedyś wybrać się do czeskiego urzędu, aby powiadomić czeskie państwo o zawarciu związku małżeńskiego z Czechem, raczej na pewno pozostanę przy własnym nazwisku. I o ile prawo pozwoli, postaram się także, aby nosiły je moje dzieci (choćby w postaci nazwiska podwójnego).

A co Wy o tym sądzicie?

M.

PS Jeśli lubicie tematy okołojęzykowe i okołoczeskie, polecam Wam trzy inne artykuły w tym temacie: 1. Jak się uczyć języka obcego, 2. jak się uczyć języka czeskiego oraz 3. historia języka czeskiego.