Czechy, Czeskie życie, Mentalnie

Alkohol w Czechach

Prawdopodobnie jesteście przyzwyczajeni, że na tym blogu z zachwytem opowiadam o moich odkryciach związanych z Czechami. Prawdopodobnie wiecie, że z Czechami w mniejszy lub większy sposób związana jestem już od 9 lat, przez kilka lat często je odwiedzałam, aby w końcu się do nich przeprowadzić. Od trochę ponad roku mieszkam w Brnie, drugim największym czeskim mieście. I mimo, że mogę jednym tchem wymienić kilka – jeśli nie kilkanaście – zalet mieszkania w Czechach, są też wady. Być może jest to związane z kolejną fazą emigracji (znacie? Są podobno 4: przygotowania, ekscytacji, załamania i stabilizacji), w każdym razie jakiś czas temu spadły mi z nosa różowe okulary i patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość krytycznie, próbując ocenić, co z nowej kultury warte jest zastosowania we własnym życiu, a co nie. Stąd na blogu pojawi się nowa seria o czeskich bolączkach, o czeskich kompleksach, o tematach, które w Czechach nie są jeszcze przepracowane albo bolą z jakiegoś powodu bardziej. Roboczo nazywam ją czeskim tabu, choć tak naprawdę chodzi o problemy nie tylko takie, o których ludzie boją się mówić, ale także takie, których się po prostu nie dostrzega. Na pierwszy ogień idzie podejście do alkoholu w Czechach.

Alkohol w Czechach

Alkohol w Czechach. Ta fraza wpisana w Google na 24 listopada 2019 roku wywołuje ponad 4 mln wyników! Dlaczego? A bo piwo. A bo piwcio, piweczko, piwunio. Czechy piwem stoją, w piwo opływają, piwem słyną. A jeśli nie piwem – które w restauracjach często jest tańsze niż woda! – to winem. Kto odwiedził Morawy,  ten bardzo dobrze wie, że oprócz wszechobecnych piwiarni w Brnie (ale nie tylko), jest mnóstwo winiarni. Alkohol w tych dwóch postaciach jest popularny, wszechobecny i bardzo łatwo dostępny. I mimo że brzmi to jak slogan reklamujący rajski urlop, to reklamą nie jest, a raczej opisem alarmującym. Dlaczego? Bo to jasna strona mrocznego problemu, który toczy Republikę Czeską.

Kultura i tradycja

Alkohol towarzyszy ludzkości prawdopodobnie od zarania dziejów. Wino i piwo to dwa napoje, które niosą nie tylko procenty, ale także ogromny kulturowy bagaż; regiony, w których uprawiano winorośl wyznaczają tereny, na których kiedyś panowało Cesarstwo Rzymskie; piwo to przecież napój samych bogów, a jego warzenie i picie zdecydowanie tworzy część wielu europejskich kultur. In vino veritas, powiecie, albo Gdzie się piwo pije, tam się dobrze żyje. To w Europie produkuje się ogromne ilości wina i piwa, i to nie przypadek, że w statystykach różnego rodzaju to właśnie europejskie kraje prowadzą w zestawieniach państw, w których spożywa się najwięcej alkoholu na głowę.

Jak liczą spożycie

Jak to właściwie liczą? Zwyczaje picia alkoholu bardzo się różnią. Francuzi piją wino, Czesi piwo, a Rosjanie wódkę; jak więc w statystykach określić, kto pije więcej? W badaniach bierze się pod uwagę litry czystego alkoholu, na który przelicza się poszczególne trunki alkoholowe. To znaczy, że badani wskazują ile i jaki trunek piją, a to potem porównuje się wyniki już po przeliczeniu na litry czystego alkoholu. Badanie bierze również pod uwagę konsumpcję alkoholu nierejestrowanego, czyli takiego, który ludzie produkują sami, często nielegalnie, w domu. Innymi słowy – bimber wchodzi w te wyliczenia.

Alkohol w Europie

Gdybyśmy mieli wskazać, która część świata cierpi na alkoholizm, to zdecydowanie można by stwierdzić, że to Europa. Statystyki WHO trochę przerażają: na szczycie statystyk spożywania litrów spirytusu na głowę w ciągu roku są praktycznie prawie same europejskie kraje; światowa średnia wynosi ok. 6 l czystego spirytusu wypitego w ciągu roku na głowę, natomiast średnia europejska — ok. 15 l. Na szczycie tej listy znajdują się kraje takie jak Mołdawia, Białoruś, Rosja, Litwa i Irlandia. Pomyślicie sobie, że to kraje, w których być może jest trudniejszy klimat albo gorszy poziom życia, i to zapewne stoi za tymi wynikami. Ale tuż za nimi w kolejce ustawia się Francja i Czechy, dwa kraje, które raczej nie słyną z ciężkich zim ani ciężkiego życia. Dlaczego więc?

Alkohol w Polsce

Podejrzewam, że większość z Was przyzna, że picie w Polsce jest popularne. Alkohol od dawna był cenny; jeszcze nie tak dawno temu flaszką wódki można było załatwić wiele, jeśli nie wszystko. Wódkę trudno było zdobyć, ale jednocześnie wszyscy ją pili: kto nie pił, ten budził podejrzenia. Do dziś pije się dużo, chociaż wódka bardzo straciła na popularności. Dziś modne jest piwo albo wino, które sprowadza się masowo z Niemiec, Francji, Hiszpanii, Chile albo kolorowe drinki, czyli napoje, które udają, że alkoholem nie są, chociaż i tak wszyscy piją, aby poczuć w głowie szum. Wydaje nam się, że twardy alkohol poszedł raczej w odstawkę (no chyba, że to akurat luksusowa whiskey), ale prawda jest taka, że Polacy należą do narodów, które piją najwięcej alkoholu na świecie. A jak to jest z Czechami?…

Czesi piją więcej

Czesi piją jeszcze więcej. To nie żart. Zgodnie z badaniami WHO, przeprowadzanymi od 1999 roku, Czesi regularnie zajmują jedno z pierwszych miejsc wśród narodów pijących najwięcej alkoholu w ciągu roku, osiągając wynik 13 l na głowę na rok (Polska w tym samym rankingu plasuje się z 12,5 l na głowę). Jak to możliwe?

Odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie kryje się w sposobie picia, który w obydwu społeczeństwach jest zupełnie inny. Mimo że różni nas teoretycznie zaledwie 0,5 l na głowę, w rzeczywistości różnic jest o wiele więcej. Spójrzmy na badanie WHO z 2010 r.: odsetek osób, które w poprzednim roku piły alkohol – w Polsce to 51,7%, natomiast w Czechach –  89,1%. To samo badanie, inne pytanie: odsetek osób, które nie wypiły w poprzednim roku alkoholu: w Polsce to 48,3%, w Czechach 10,9%. Inne, które mnie zszokowało: odsetek osób, które nigdy nie wypiły alkoholu: w Polsce 27,3%, w Czechach… 2,6%.

Dość mocno różni się także odsetek osób pijących w grupach podzielonych ze względu na płeć: wśród mężczyzn w Polsce pije ok. 60%, a wśród kobiet ok. 40%; w Czechach w obydwu tych grupach procent ten oscyluje około 90. Czesi są więc dużo bardziej demokratyczni w piciu; natomiast wygląda na to, że grupa abstynentów jest w Polsce dużo liczniejsza, bo w Czechach prawie nie istnieje. Nie oznacza to natomiast, że w Polsce nie ma problemu z alkoholem – jest wręcz odwrotnie. W obydwu krajach ok. 2% społeczeństwa jest w sposób ciężki uzależniony od picia alkoholu. Dlaczego tak się dzieje?…

Dlaczego Czesi piją

Bo alkohol w Czechach jest tani. Bo alkohol w Czechach jest łatwo dostępny. Bo Czechy z alkoholu słyną. Bo kultura picia jest bardzo silna. Niby wiedzą o tym prawdopodobnie wszyscy, którzy Czechy odwiedzają, niemniej jednak dla mnie właśnie ten aspekt mieszkania w Czechach stanowił jeden z największych szoków kulturowych. Jak to możliwe?… Po kilku miesiącach od przeprowadzki i korzystania w pełni z uroków hospod i winiarni doszłam do wniosku, że czeski klimat mi nie służy.

Ciężka i tłusta kuchnia w połączeniu z dużymi ilościami alkoholu pitymi przy wielu nadarzających się okazjach objawiły się kilkoma dodatkowymi kilogramami (Notabene, pokażcie mi kogoś, kto nie przytył po przeprowadzce do Czech!), ale też refleksją. Nadszedł Wielki Post, a ja postanowiłam zerwać z piciem i jedzeniem słodyczy. Chciałam zrobić detoks. Potrzebowałam przerwy. I co? I napotkałam opór. Okazji do picia nie ubywało, a ja wciąż i wciąż musiałam się tłumaczyć, dlaczego odmawiam procentów tudzież węglowodanów i cukrów. Co zabawniejsze, w końcu zaczęłam odwoływać się do powodów religijnych („Trwa Wielki Post, to dlatego”), mimo że moja motywacja w najmniejszym stopniu nie była religijna. Dopiero ten argument – nawet w tym najbardziej ateistycznym kraju świata – załatwiał sprawę.

Kultura picia w Czechach

To doświadczenie pozwoliło mi zrozumieć, jak duży nacisk kładzie się na uczestnictwo w piciu. I nie, nie chodzi mi o to, że wszyscy są alkoholikami – ale pije się często, i nie rzadko sporo. Piwo postrzegane jest jako napój, który pija się do obiadu lub kolacji. Wino otwiera się przy wielu okazjach i popija wieczorami, czy to w domu, czy w knajpach. Piją starsi i piją młodsi; picie piwa przez nastolatków nie jest żadnym skandalem (tylko raczej normalną praktyką). Szacuje się, że w Czechach w sposób ryzykowny pije nawet do 20% społeczeństwa.

W knajpach piwo często jest tańsze niż woda. Kieliszek wina w restauracji to kwestia ok. 70-80 CZK, ale w winiarni możecie kupić 1 l wina nawet za 50-60 CZK (czyli ok. 10 PLN). Picie alkoholu jest szeroko akceptowane; oburzenia też raczej nie wzbudzi kobieta w ciąży, która wypija kieliszek wina czy kufel piwa.  Przeciwnie, bywa to postrzegane jako zachowanie nieszkodliwe i normalne. Próbowałam znaleźć dane, ile kobiet w ciąży pije alkohol w Polsce (ok. 30%, badanie przeprowadzone na zlecenie PARP) i Czechach, ale niestety takich danych o czeskiej rzeczywistości nie znalazłam. Prawdą jednak jest, że mit jakoby niewielkie, choć i regularne, dawki alkoholu pite przez przyszłą matkę nie były szkodliwe dla dziecka, żyje i ma się dobrze. Przykłady? Choćby ten artykuł z sierpnia 2019 roku…

Rząd a alkohol

Czy ten problem jakoś się rozwiązuje?… Ciężko powiedzieć. Mimo że rząd organizuje kampanie społeczne, których celem jest zwrócenie uwagi ludzi na ten problem (oraz uświadomienie, że picie nie powinno być częścią codziennego życia), z drugiej strony planuje np. obniżenie podatku VAT na piwo lane z kija, co abstynencji na pewno nie pomoże. Czeskie podatki obejmujące alkohol (czyli akcyza i VAT) w porównaniu z innymi krajami (np. skandynawskimi) są niskie. Czy to dobrze? Prawdopodobnie znajdzie się wielu, którzy stwierdzą, że tak; niemniej jednak tak niska cena napojów alkoholowych sprzyja piciu ich większych ilości. A picie alkoholu kosztuje: nie tylko zdrowie ludzi, ale i realne pieniądze, ponieważ, zgodnie z badaniem CETA, Czeska Republika rocznie traci z powodu alkoholizmu obywateli 59 miliardów koron. To mniej więcej pięć razy tyle, ile zbierze z podatków z alkoholu. Czy jednak faktycznie przeciwdziała się w sposób dostateczny popularyzacji picia?… Reklamy alkoholu są niby w pewien sposób ograniczone (głównie sposób przedstawiania alkoholu), ale nadal można je nadawać w ciągu dnia. Piwo zresztą nie potrzebuje żadnej reklamy — jest w końcu w Czechach wszechobecne.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, że nie uważam, że problem picia w Polsce jest dużo mniejszy. Z mojego otoczenia w Polsce mogłabym wymienić wiele osób, które piją albo ryzykownie, albo nałogowo; statystyki także nieubłaganie wskazują, że Polacy mają problem z piciem alkoholu. W artykule podawałam porównania statystyk pomiędzy obydwoma krajami, aby przybliżyć Wam rozmiar problemu, a najłatwiej jest to zrobić, odnosząc się do własnego podwórka. Na tym kończę tę smutną historię; macie swoje własne doświadczenia związane z alkoholem i Czechami, które Was zaskoczyły? Podzielcie się!

M.

Korzystałam z następujących źródeł: