Czeska kultura, Czeskie społeczeństwo, feminizm

Feminizm w Czechach

No więc jeśli jesteście po wysłuchaniu poprzednich pięciu odcinków tego podcastu, gdzie opowiadałam o czeskiej rzeczywistości, tej codziennej, ale też tej turystycznej, to pewnie się zastanawiacie, co mi u diabła odbiło. Podcastów o Czechach słucha się przecież dla relaksu. Bo to taki wyluzowany kraj, który kojarzy się z samym dobrem, piwem, smażonym serem i knedlikami. No kto tego nie kocha? A ja wyskakuję niczym Filip z Konopi i mieszam temat sam w sobie odważny i nielubiany z tym, co czechofile lubią najbardziej – ich czeską krainą snów. Tak, zdaję sobie sprawę, że to może być trochę zapalny temat. Bo będę kalać czeską świętość.

Prawdziwy kraj, prawdziwi ludzie

Myślę, że na początek musimy ustalić pewną rzecz. Tak, istnieją kraje, w których żyje się świetnie. Tak, w mojej opinii Czechy do nich należą. To jednak nie oznacza, że nie trawią ich problemy, także problemy wynikające z historii i takich a nie innych uwarunkowań społecznych, bo trawią. I jeśli ten kraj rzeczywiście Was interesuje, to warto by było zgłębić także te trudniejsze kwestie. Czechy to nie jest raj, nawet jeśli jest im do niego stosunkowo blisko. W Czechach nadal dużo jest rasizmu. Wiele niepotrzebnego zamknięcia na innych, dziwnej otwartości na populistyczne narracje ze wschodu [tutaj zaznaczam: nie, żeby w Polsce tego było jakoś wyraźnie mniej, to się po prostu inaczej objawia, ale może o tym w innym odcinku]. Takich trudnych tematów w Czechach jest sporo, bo to po prostu kraj żywych ludzi, a żywi ludzie niosą ze sobą traumy i problemy. Dlatego dziś będzie o jednym z nich.

Być może pomyślelibyście, że skoro już postanowiłam poruszać trudne tematy, to zajmę się rasizmem. Tak, dla tych, co nie wiedzą, to bywa w Czechach problem. Tym razem zdecydowałam, że temat ten zostawiam na później – nie, że na nigdy, bo to zbyt ciekawe zjawisko, żebym się mu oparła – ale zdecydowanie nie wiem jeszcze dość o tym, aby o tym pisać. To taki problem, który jest zamiatany pod dywan – oficjalnie prawie nie istnieje. Czesi o tym nie mówią. No właśnie, ale czy jeśli większość o czymś nie mówi, to znaczy, że tego nie ma?…

Podobnie jest z tematem, który wybrałam na dzisiaj – bo dzisiaj porozmawiamy sobie trochę o prawach i pozycji kobiety w czeskim społeczeństwie. O tym w porządnych czeskich domach też się raczej nie mówi; status quo, z modyfikacjami, oczywiście, jest, jaki jest. On się oczywiście w pewnych aspektach zmienił, ale w wielu kwestiach trwa nadal i nikomu szczególnie nie zależy, żeby burzyć porządek rzeczy, prawda? No właśnie. Czy w Czechach w ogóle są feministki?…

Czechy a idee progresywne

To pytanie pewnie wydaje Wam się bardzo kontrowersyjne. Ono jest oczywiście przesadzone, niemniej spieszę z wyjaśnieniem, że jednym z dużych – w mojej ocenie – problemów, które trapią czeskie społeczeństwo, jest brak przepracowania postulatów feministycznych. Czeskie społeczeństwo jest, z pewnymi wyjątkami, na wskroś patriarchalne. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, muszę jeszcze wydłużyć ten wstęp i wspomnieć, że Czechy z jakiegoś powodu wielu Polakom wydają się państwem bardzo liberalnym. Zanim przejdziemy do brzegu, odpowiedzmy sobie na zasadne pytanie – czy Czesi są liberalni?

Może na początek określę, co mam na myśli, rozróżniając liberalizm od konserwatyzmu. Na potrzeby tego tekstu rozróżnimy co najmniej trzy konserwatyzmy: ten gospodarczy (o którym dzisiaj nie będziemy rozmawiać), kulturowy (rozumiany jako niechęć do zmian zwyczajów, tradycji, kuchni; przywiązanie do statusu quo) i światopoglądowy (czyli awersja do postępujących zmian społecznych, brak zrozumienia dla nowych sposobów życia, w tym osób LGBT+ czy praw kobiet). My dzisiaj liźniemy trochę te dwa ostatnie.

Czechosłowacja, która powstała na ruinach Cesarstwa Austro-Węgierskiego po I wojnie światowej w roku 1918, postawiona była na ideach bardzo na tamte czasy progresywnych. Po pierwsze, była republiką demokratyczną, po drugie, miała być krajem narodu, którego kulturę jeszcze kilkanaście lat wcześniej uważano za zbędną, a język – za niepotrzebny. Samo istnienie Czechosłowacji stanowiło przejaw wówczas nowoczesnych, narodowych idei, które stały w kontrze do wielonarodowego cesarstwa Austro-Węgier. Wtedy, kto czuł się nowoczesny – popierał powstanie państw narodowych. Czescy odrodzeńcy, czyli patrioci, którzy kultywowali czeski język, pisząc i rozmawiając w swoim języku (co dla ludzi kultury pod koniec XIX wieku wcale nie było oczywiste, bo językiem nauki i kultury był przecież niemiecki) w sposób naturalny zwrócili się do ludzi, którzy językiem czeskim nadal jeszcze mówili – czyli mieszkańców wsi. Być może dlatego czeska myśl narodowa w jakimś stopniu obracała się wokół spraw ludu. Dodajcie do tego zgoła nietuzinkową postać Tomasza G. Masaryka, który nawet w dzisiejszych czasach prawdopodobnie uchodziłby za progresywnego feministę nastawionego raczej nieprzyjaźnie w stosunku do Kościoła Katolickiego (w którym widział echa ery cesarstwa), a obraz dopełnicie.

Urbanizacja a zmiany społeczne

Opowiadając historię czeskiego konserwatyzmu i liberalizmu, trzeba pamiętać o tym, że Czechy, jeszcze będąc częścią Austro-Węgier, a potem Czechosłowacji, były krajem wysoce zurbanizowanym. Jak to pisał w książce „Więźniowie geografii” Tim Marshall, wszystko (albo prawie wszystko) bierze się z geografii. Podobnie w przypadku Czech – to kraj położony wysoko, poprzedzielany wieloma masywami górskimi, który nigdy nie sprzyjał wielkoformatowej uprawie roli. Trudniejsze warunki bytowania wymuszały zmiany i, siłą rzeczy, rozwój – rozwijało się więc rzemiosło, wydobycie i, koniec końców, przemysł. To z kolei spowodowało wielką migrację ludności ze wsi do miast o wiele szybciej niż na przykład w Polsce czy na Węgrzech, gdzie dobre warunki rolnicze umożliwiały dłuższe funkcjonowanie na starych zasadach. To oczywiście bardzo uproszczony opis procesów, które działy się na przestrzeni setek lat. Czy dlatego Czechy historycznie są krajem bogatszym niż ich wymienieni sąsiedzi? To może być jeden z powodów.

Urbanizacja kraju wiąże się też z kolejnym istotnym dla dzisiejszego odcinka aspektem – w społeczeństwie czeskim stosunkowo szybko zniknął analfabetyzm, za to powstała klasa robotnicza. Tak, to było środowisko, w którym relatywnie bezproblemowo mogły się szerzyć idee komunistyczne (zupełnie inaczej niż w przypadku rolniczej Polski). Koniec końców, Czesi w roku 1946 komunistów sami wybrali, a fakt, że dwa lata później ci dokonali zamachu stanu i zmienili ustrój polityczny kraju, to już inna historia. Chyba dopiero inwazja ZSRR i krajów „zaprzyjaźnionych” z roku 1968 otworzyła wielu Czechom oczy na prawdziwe intencje szerzenia komunizmu przez sowiecką Rosję.

Czechosłowacja – nowe państwo, nowa ideologia

Wróćmy jednak do Czechosłowacji. Pokolenie, które odpowiadało za jej powstanie, było przede wszystkim antyniemieckie, antykatolickie i antymonarchistyczne. Stało w opozycji do wcześniejszej generacji, która hołdowała cesarzowi. Wyrazem niezadowolenia ze starych porządków było nie tylko powstanie państwa narodowego i demokratycznej republiki, ale także np. powstanie subkultury trampów, którzy ponad wszystko cenili sobie wolność i umiłowanie przyrody. To już inna opowieść, ale zachęcam do zapoznania się z historią tej subkultury, bo to ona w pewnym stopniu odpowiada za czeskie umiłowanie do lokalnej turystyki.

Czy to znaczy, że dzisiejsi Czesi odziedziczyli po pradziadkach umiłowanie do progresywnych idei i dziś są na wskroś lewicowi? Oczywiście, że nie. Dawniejsze idee progresywne nie są tożsame z tymi, które pojawiają się dzisiaj. Świat się zmienia i to, co jeszcze trzydzieści lat temu wydawało się nie do pomyślenia, dziś jest staje się normą. Wydaje mi się czasem, że Polacy oceniają Czechów na podstawie kilku konkretnych i specyficznych spraw, które w polskim społeczeństwie uznaje się za wyznacznik przynależenia do lewicy i prawicy. Przykładanie polskiej miary do czeskiego społeczeństwa może się jednak w tym przypadku nie sprawdzić.

Czy Czesi są katolikami i ufają instytucji Kościoła Katolickiego? Nie. Czy rozmawia się w Czechach o legalizacji miękkich narkotyków? Tak. Czy aborcja jest w Czechach legalna (z ograniczeniami, ale  jednak w dużo większym stopniu niż w Polsce)? Tak. Czy Czesi są za legalizacją małżeństw dla par jednopłciowych? Tak.

Czy to znaczy, że ogółem Czesi są lewicowi? W mojej opinii – zdecydowanie nie. Nawet jeśli odhaczyliśmy wszystkie powyższe punkty, Czesi jako społeczeństwo wydają mi się grupą raczej zamkniętą na inność, ludźmi, którzy lubią swój kraj dokładnie takim, jaki jest i którzy niechętnie witają zmiany. Patrz choćby to, jak długo niektórzy odmawiają przyjmowania płatności kartą. Wiecie, ja w tym miejscu nie chcę tego oceniać, czy to dobre, czy złe, bo o tej konkretnej sprawie można by pewnie dyskutować, po prostu, żyjąc tutaj, mam wrażenie, że pewne aspekty nowoczesności jakby trudniej niż na przykład w Polsce zyskują poparcie szerokich mas.

No dobrze, po tym bardzo długim wstępie i zarysowaniu tła, chciałabym przejść do feminizmu. Zacznę może od tego, jak go rozumiem i o czym właściwie chcę tu mówić. Feminizm to szereg ruchów społecznych; pojawił się w odpowiedzi na nierówną pozycję kobiet i mężczyzn (a potem także wszystkich osób, które się w tym dychotomicznym podziale nie widziały) w społeczeństwie. Początkowo chodziło o proste przyznanie praw – w tym prawa do głosowania, zarabiania i posiadania np. konta w banku, a także edukacji. To okres tzw. pierwszej fali, z podręczników historii na pewno kojarzycie sufrażystki – to właśnie ich czas, lata od ok. połowy XIX w. do lat 20. wieku XX, kiedy w wielu krajach kobietom przyznano prawa wyborcze. Dla porównania – zarówno w Czechosłowacji, jak i w Polsce prawo głosu kobiety uzyskują w podobnym czasie, w Polsce w roku 1918 po podpisaniu przez Piłsudskiego odpowiedniego dekretu, a w Czechosłowacji w roku uchwalenia czechosłowackiej konstytucji, czyli w roku 1920 (chociaż pierwsze głosowanie z udziałem kobiet odbywa się już w 1919 r.).

Wojny, czyli gwałtowna zmiana stosunków społecznych

No dobrze, powiecie, ale co się takiego stało, co w europejskim świecie przerwało ten trwający od setek lat stosunek społeczny, w którym głos kobiet nie miał takiego samego znaczenia jak ten męski i sprawiło, że nagle, w jednym po drugim kraju kobiety zyskały prawo wyborcze i, przynajmniej oficjalnie, pozycję bliższą mężczyznom?

Otóż przez Europę przetoczyły się dwie wojny światowe. Wielu mężczyzn odeszło na front lub zginęło w inny sposób. Sytuacja niejako wymusiła na kobietach działanie w obszarach, które wcześniej uważane były za stricte męskie. Mężczyzn nie było, a ktoś w fabrykach pracować musiał. Kobiety z powodzeniem ich zastąpiły; to miała być tylko doraźna zmiana, wymuszona przykrymi okolicznościami; poświęcenie dla ojczyzn. Tymczasem stało się coś zupełnie nieprzewidzianego – wiele z kobiet nagle zrozumiało, że równie dobrze jak mężczyźni mogą pracować i zarabiać. A pieniądze, własne pieniądze, to niezależność.

Kiedy II wojna się skończyła, sprawy powoli zaczęły wracać na stare koleje, a kobiety traciły możliwość działania, wiele z nich zrozumiało, że mimo iż według nowego prawa są równe mężczyznom, w rzeczywistości wcale tak nie jest. Zmiana przepisów nie wniosła powszechnej zmiany mentalności; zbyt wielu ludzi nadal uważało, że kobiety są bytem niższym intelektualnie niż mężczyźni. To budziło zrozumiały gniew. Owocem tego rodzaju refleksji była tzw. druga fala feminizmu, która przypada na lata 60. i 70. Tematy, które poruszano, obejmowały pozycję kobiet na rynku pracy, kwestie kobiecej seksualności, a także prawo do aborcji. Co bardzo istotne, druga fala przetoczyła się przede wszystkim przez Stany Zjednoczone i niektóre kraje Europy Zachodniej i właściwie nie dotarła ona ani do Czechosłowacji, ani do Polski. Echa tego braku możemy obserwować do dzisiaj.

Różne feminizmy

Nie chcę przedłużać opowieści o samym feminizmie, mimo iż jest to fascynujący temat, dla porządku rzeczy dodam tylko, że wystąpiła jeszcze fala trzecia (akcent na różnice rasowe i klasowe) oraz fala czwarta (tzw. technologiczna; chodzi o falę prokobiecej aktywności przede wszystkim w mediach społecznościowych). Istnieje jeszcze także kontrofensywa, tzw. postfeminizm – czyli inicjatywa, nazwijmy to na potrzeby tego podcastu – konserwatywna, która twierdzi, że pierwsze postulaty feminizmu zostały spełnione, wobec czego dzisiejszy feminizm nie ma racji bytu.  Dodajmy tutaj, że w ramach różnych fal feminizmu wyróżnić możemy też mnóstwo jego odłamów: feminizm latynoski, czarny, ekologiczny, postmodernityczny, globalny, lesbijski, chrześcijański… Ludzie są różni, więc i na tę teorię można patrzeć z różnych perspektyw.

Prawa kobiet w Czechach dzisiaj i wcześniej

Gdzie w tym wszystkim stoją Czesi? To jest pytanie, na które chciałabym dzisiaj odpowiedzieć. Zacznijmy od tego, że dziś wg prawa kobiety i mężczyźni w Czechach są równi. Nie trzeba chyba dodawać, że nie zawsze tak było. Teraz powiem coś banalnego, lecz jeśli spojrzeć na oś czasu, w której po jednej stronie jest początek naszej cywilizacji, dajmy na to, rok 0, to okres, na który przypada walka o prawa kobiet i przynajmniej teoretyczne, prawne zrównanie ich pozycji z mężczyznami, to jest tak naprawdę ostatnie sto lat. Bardzo niewielki wycinek czasu – ta zmiana jest świeża, mimo że nam się wydaje, że nasze społeczeństwo niemal od zawsze daje swoim członkom równe prawa i dziwimy się, że inne kraje, kraje niby mniej cywilizowane, choćby niektóre państwa arabskie, mogą aż w taki sposób dyskryminować kobiety. Ta sprawa w Europie wyglądała podobnie bardzo niedawno temu.

Czechy nie były tu wyjątkiem. Przed rewolucjami obyczajowymi XX w., w wieku XVIII i przez większą część wieku XIX w. obowiązywała tzw. ideologia oddzielnych sfer. Chodziło o podział sfery domowej i publicznej – do tej drugiej kobiety nie miały wstępu. Innymi słowy: mężczyznom przypadała rola aktywna, rola wychodzenia do świata, zarabiania, zabawy, tymczasem kobiecie przypisana była rola domowej opiekunki, rodzicielki, matki. W życiu codziennym objawiało się to brakiem rozwodów, a także tym, że kobieta nie miała własnych pieniędzy ani majątku – bo nawet jeśli jakieś dobra odziedziczyła, zarządzał nimi mąż. Oczywiście w ciągu całego wieku XIX te rzeczy się powoli zmieniały – najszybciej chyba we Francji, ale w końcu także w Prusach i Austro-Węgrzech.

Surowy patriarchat i podwójne standardy

Skąd chęć zmian? To ważne pytanie, mimo że z naszej perspektywy może wydać się absurdalne. Tak, prawa kobiet w porównaniu do mężczyzn były drastycznie ograniczone. Można sobie jednak wyobrazić, że jeśli wszystko działało dobrze, to znaczy: głowa rodziny, ojciec, żył i zarabiał, a do tego nie był psychopatą i nie znęcał się nad rodziną, życie kobiet nie było straszne. I tak zapewne było – ludzie byli przyzwyczajeni do takiego, a nie innego stylu życia i dany stan rzeczy wydawał im się po prostu normalny. Problem nastawał, gdy z jakiegoś powodu system zawiódł – na przykład dziewczyna zaszła w ciążę przed ślubem, który potem nie nastąpił. Granice tego, co było dozwolone społecznie, a co potępiane, były bardzo wyraźne, a kary za ich przekroczenie – surowe.

Innymi słowy – kobieta nie mogła sama zarabiać pieniędzy ani dysponować majątkiem. Jeśli więc z takiego czy innego powodu znalazła się bez „opieki” męskiej, często zostawała bez środków do życia. Pierwsze feministyczne myśli prawdopodobnie brały się właśnie stąd – z chęci pomocy dziewczynom, które „wypadły” z systemu i których sytuacja była opłakana. Od możliwości pracy, przez dysponowanie majątkiem, po zdobywanie edukacji, aż po prawo do głosu i wreszcie samodzielność i równouprawnienie. To właśnie wszystko są bardzo logiczne wnioski, wynikające jeden z drugiego.

Motor zmian

Jednym z bardzo istotnych wydarzeń w Europie Środkowej, także pod kątem emancypacji, była porażka Cesarstwa Austrii w wojnie z Prusami. W latach 60. XIX w., na fali demokratyzujących reform powojennych, wprowadzono bardziej liberalny kodeks wyborczy, przyznający prawo do głosowania określonej grupie obywateli. Nie było to powszechne prawo wyborcze, jednak w kodeksie nie było mowy o tym, że przysługuje ono wyłącznie mężczyznom. Głosować mogli tacy obywatele, którzy skończyli ustanowiony wiek oraz płacili odpowiednio wysokie podatki od posiadanego majątku. W niektórych przypadkach i regionach mogło to także – w ograniczonym wymiarze – oznaczać kobiety (zazwyczaj takie, które nie posiadały męża lub były wdowami; w przeciwnym wypadku ich majątek przypisywany był ich mężom, co w praktyce pozbawiało je prawa do głosowania).

Wraz z upływem czasu te przepisy regionalnie konkretyzowano i zaostrzano, tak aby kobiety prawa wyborczego pozbawić. Działo się to w reakcji na postępującą demokratyzację – ogólnie w społeczeństwie coraz więcej obywateli zdobywało prawo głosu. To oczywiście wzbudzało obawy i protesty elit, w związku z czym próbowano na różne sposoby liczbę wyborców obniżyć. Najłatwiej było to uczynić, pozbawiając prawa wyborczego tych nielicznych kobiet, które z przypadku właściwie je miały. Sytuacji nie ułatwiał przepis warunkujący prawo wyborcze płaceniem podatków od posiadanego majątku – majątkiem w rodzinach zarządzał mężczyzna, co mężatkom w sposób dość automatyczny utrudniało dostęp do głosowania. Wywoływało to oczywiście sprzeciw – co ciekawe, jedną z grup zawodowych, które w Przedlitawsku (czyli Krajach Austriackich w Cesarstwie) te zmiany oprotestowały, były nauczycielki.

Czeskie bojowniczki o wolność narodową i własną

W Czechach kobiety także walczyły – o swoje prawa, przede wszystkim o prawo do głosowania (czynnego i biernego) – ale także o budzenie czeskiego ducha narodowego. Wiek XIX to bowiem nie tylko wiek walki o prawa kobiet, ale również boju o czeskość. Wracamy tu na chwilę do historii, którą pewnie znacie – Czechy były częścią Cesarstwa Austriackiego (potem Austro-Węgier) i mimo że były jego bardzo istotną i bogatą częścią, królestwem, to w pewnym sensie były pod panowaniem Austriaków i to zdecydowanie żywioł niemiecki dominował w strefie publicznej. Język czeski okazał się dla powstawania czeskiej świadomości narodowej bardzo istotny – bowiem kto czuł się Czechem i o czeskość chciał walczyć, pisał i mówił po czesku (albo się przynajmniej starał).

Pierwsza oficjalna petycja o prawo wyborcze dla kobiet wystosowana została w 1891 r. Wraz z rosnącym naciskiem społeczeństwa na demokratyzację, w 1905 r. rząd był zmuszony obiecać powszechne prawo wyborcze. Powszechne – a jednak bez kobiet. Prawo do głosowania dla kobiet nie pojawiło się w żadnych propozycjach zmian prawnych, mimo że było teoretycznie zapisane w programach partyjnych, na przykład socjaldemokratów. Aktywistki były rozczarowane postawą kolegów – kobiety zrozumiały, że mężczyźni walczą o swoje prawa, a nie o ich. Przykładem była manifestacja popierająca powszechne prawo wyborcze w 1905 r. w Pradze, gdzie nie tylko o prawie dla kobiet nie wspomniano, ale kobietom nie pozwolono nawet przemawiać.

Stowarzyszenia kobiece

Kobiety zrozumiały, że muszą polegać tylko na sobie. W Wiedniu, Pradze, Opawie, a potem także w Brnie powstają (zarówno niemiecko- jak i czeskojęzyczne) Komitety na rzecz prawa wyborczego dla kobiet. Co ciekawe, klasą, w której równość między płciami była najpowszechniejsza (uwaga: to nie znaczy powszechna i w takim rozumieniu, jakie jest dzisiaj) to klasa robotnicza. Tam już dawno kobiety musiały iść do pracy, aby mieć co jeść. Warto też wspomnieć, że w społeczeństwie czeskim – w przeciwieństwie do tego niemieckiego – organizacje kobiece dość wyraźnie dzieliły się na stowarzyszenia klasy średniej i pracującej. Ta pierwsza nie rozumiała problemów tej drugiej i nie walczyła o jej prawa. Oprócz tych dwóch ugrupowań istniały także katoliczki-konserwatystki. Te nie chciały zmieniać statusu quo, który stawiał kobietę w konkretnej roli matki-rodzicielki i opiekunki; ich celem było ułatwienie życia kobietom, które nie mieściły się w sztywnych ramach dotychczasowych konwenansów i miały np. problemy ze znalezieniem źródła utrzymania.

Emancypacja nie była także równa w całym kraju. Najsilniejsze ruchy feministyczne pojawiały się oczywiście w centrach – a więc w Pradze i Wiedniu. Później, trochę na zasadzie naśladowania trendów, kobiece organizacje powstawały w kolejnych dużych miastach: Opawie i Brnie. Te kwestie nie były jednak poruszane w próżni – wszystko działo się w kraju, w którym walczyło ze sobą kilka żywiołów narodowościowych; oczywiście nas najbardziej interesuje ten czeski i, siłą rzeczy, niemiecki. Czeszki i Niemki niekoniecznie ze sobą współpracowały; czeski feminizm bardzo silnie wpisany był w kwestię obrony czeskości, a kobietę postrzegano symbolicznie jako matkę odradzającego się narodu. Czescy aktywiści w pewnym stopniu utożsamiali prawa kobiet z prawem do samostanowienia narodów. Starali się także poprzez swoje dzieła aktywizować kobiety do udziału w życiu społecznym, przedstawiając je jako ważną część beleretryzowanej wersji czeskiej historii.

Udział w tym brały także kobiety. Wspomnijmy tu buntowniczą Bożenę Niemcową, czeską patriotkę i pisarkę, która nie tylko popularyzowała czeskie zwyczaje ludowe i sam język, ale także walczyła o swoją wolność osobistą – jako kobietę bardzo ograniczały ją konwenanse wieku XIX. Na blogu znajdziecie o niej cały artykuł, bo była to postać zdecydowanie nietuzinkowa. Chociaż nie jedyna – w tym miejscu muszę wspomnieć też Karolinę Světlą, inną pisarkę, Eliškę Krásnohorską, czy jedną z najważniejszych postaci czeskiej walki o prawa kobiet przełomu wieku XIX i XX, czyli Františkę Plamínkovą. Praw człowieka, moi drodzy, kobiety nie dostały z nieba ani w prezencie od mężczyzn. Kobiety je sobie wywalczyły i w przypadku Czech to między innymi były właśnie te kobiety.

Pierwsze wybory i pierwsza parlamentarzystka

Wracamy na początek wieku XX – mamy rok 1907, nadal panuje cesarz. Rząd wprowadza w końcu długo oczekiwaną reformę prawa wyborczego; prawo do głosowania przyznano większej liczbie obywateli, ale otrzymali je tylko mężczyźni. Jak możecie sobie wyobrazić, działaczki pro-kobiecie były rozczarowane. Aktywistki się jednak nie załamały, tylko podjęły dalszą walkę i to właśnie tu na scenę wchodzi nietuzinkowa postać. Františka Plamínková, po dyskusjach z prawnikami, odkryła, że prawo co prawda nie nadaje kobietom aktywnego prawa wyborczego, nie zakazuje jednak im w wyborach uczestniczyć biernie, a więc kandydować. To m. in. dzięki jej pracy pierwszą posłanką do Českiego zemskiego sněmu została Božena Viková-Kunětická. Niestety, nie udało jej się wówczas mandatu realizować, ponieważ ówczesny wicekról, hrabia Thun, odmówił jej, jako kobiecie, wstępu do budynku parlamentu.

[Przy okazji dodajmy, że Františka Plamínková była niezwykłą osobowością; to ona prowadziła kampanię wyborczą Vikovej-Kunetickiej; objeżdżała cały region wyborczy i spotykała się bezpośrednio z wyborcami. Dziś ten rodzaj kampanii nazwalibyśmy kontaktowym. To ona również doprowadziła do likwidacji obowiązkowego celibatu nauczycielek – tak, wcześniej według prawa kobiety decydujące się na karierę nauczycielki nie mogły wyjść za mąż ani mieć rodziny. Co ciekawe, w 1938 r. napisała list otwarty zaadresowany do Adolfa Hitlera. Obwiniała go w nim o rzucanie fałszywych oskarżeń przeciw Edvardowi Benešowi. Zakończyła go słowami „Prawda zwycięży”, co od czasów Masaryka jest mottem Republiki Czeskiej. Prawdopodobnie między innymi z tego powodu została zamordowana przez Niemców w 1942 r. w ramach działań odwetowych za zamach na Heydricha].

I Republika, państwo nowoczesne

Sufrażystki walczyły o powszechne prawo wyborcze właściwie aż do samego upadku Austro-Węgier, ale sukces odniosły dopiero po powstaniu I Republiki. Pierwsze głosowanie, w którym mogły wziąć czynny udział, miało miejsce 1919 r., a konstytucja, która gwarantowała równość pomiędzy płciami, ustanowiona została w roku 1920. To było nie lada wydarzenie – od tego momentu kobiety mogły nie tylko w wyborach głosować i kandydować, ale także uznano je za równoprawne obywatelki nowopowstałego kraju. To w innych krajach Europy wcale nie było rozwiązaniem oczywistym, a zdecydowanie nie powszechnym. Na przykład Francuzki, mimo że Francja była krajem, w którym progresywne idee szerzyły się wcześniej niż w Europie Środkowej, musiały czekać aż do 1944 r., nie wspominając o Szwajcarkach – te głosować mogły dopiero od 1971 r.

Największy czeski feminista

Jedną z głównych postaci, które zagwarantowały tę nowoczesną zmianę, był nowy czechosłowacki prezydent, wówczas, jak i dziś, cieszący się ogromną estymą, Tomasz Garrigue Masaryk. To chyba dobra chwila, żeby powiedzieć, że Masaryk miał dość konkretne poglądy na temat pozycji kobiet w społeczeństwie i że prawdopodobnie i dzisiaj uklasyfikowałyby go one w tym aspekcie gdzieś po lewej stronie sceny politycznej. Tak, według dzisiejszych standardów Masaryka zdecydowanie można by nazwać feministą – uważał on na przykład, że kobieta nadaje się do jakiejkolwiek pracy tak samo jak mężczyzna, a jeśli tak się nie wydaje, to dlatego, że mężczyźni do „pracy” chodzą od tysięcy lat, a kobiety – dopiero od niedawna, a i tak wykonują ją nierzadko lepiej niż ich męscy odpowiednicy. Czy zastanawialiście się kiedyś, skąd u Masaryka, człowieka urodzonego w biednej, morawskiej rodzinie, drugie obcobrzmiące nazwisko Garrigue? Przybrał je po żonie, Charlotcie Garrigue, która pochodziła z USA, na znak tego, że są sobie w małżeństwie równi. Nie brzmi to jak typowe zachowanie pana młodego urodzonego głęboko w XIX wieku, prawda?

Pozycja Czechosłowaczek

Czechosłowaczki otrzymały prawo wyborcze i ktoś mógłby pomyśleć, że to zakończy walkę o równą pozycję. Nowa sytuacja nie wynikała jednak tak naprawdę z głębokiej zmiany społecznej; nie była wywalczona oddolnie, masowymi protestami. Pojawiła się, ponieważ w czele państwa stanął światły człowiek, który wyprzedzał swoją epokę i cieszył się na tyle dużym szacunkiem, że swoją pozycją niejako wymusił nowe prawo. Działo się to w jakimś stopniu w zgodzie z ideologią nowego państwa – dziewiętnastowieczny aspekt obrony narodu i prawo do samostanowienia w pewnym sensie utożsamiano z kobietą. Kobiety postrzegano jako matki rodzących się narodów; tym samym w jakimś stopniu walkę o prawo do samostanowienia narodu utożsamiano z prawem do samodzielności kobiet – a przynajmniej uważali tak niektórzy czescy aktywiści przeciwstawiający się Cesarstwu Austro-Węgier.

W Czechach działały aktywistki, które o prawo do samostanowienia i prawo wyborcze dla kobiet walczyły od wielu lat, ale żadna z nich nie miała pozycji Masaryka. Tymczasem nie trzeba było szukać daleko, aby znaleźć polityków o zgoła innych poglądach – z wielkiej trójcy budującej wspólnymi wysiłkami dyplomatycznymi Czechosłowację: Masaryka, Beneša i Štefánika – ten ostatni, z pochodzenia Słowak, uważał, że Słowaczki są zacofane i nie zasługują na czynne prawo wyborcze. Cóż, na szczęście nie miał on wystarczającej siły przebicia, a Masaryk zrealizował w ten sposób jeden z zapisów Deklaracji Waszyngtońskiej z 1918 r., która mówiła o równej pozycji kobiet i mężczyzn w nowopowstałych krajach.

Równouprawnienie w konstytucji

Czy pozycja kobiet w I Republice była dobra? Nie. Była jednak znacznie lepsza niż wcześniej, a zmiany dokonywały się szybko. Po pierwsze, Czechosłowacja jako pierwszy kraj na świecie równouprawnienie zapisała w konstytucji. Nowy kraj zapewnił także kobietom dostęp do wyższej edukacji – dziewczyny uzyskały wreszcie prawo do studiowania np. prawa. Coraz więcej z nich z tego prawa korzystało – w latach 30. tworzyły one już ok. 30% studentów. Pozycja kobiet w Czechosłowacji była często lepsza niż w innych krajach Europy Środkowej, np. organizowano międzynarodowe zawody sportowe, a to w czasach, gdy ich udział w Olimpiadzie nadal nie był czymś pożądanym.

…i rzeczywistość

Nowa konstytucja nową konstytucją, ale rzeczywistość była taka, że Czechosłowacja wiele praw odziedziczyła po Austro-Węgrach, a te wcale nie były przystosowane do nowej ustawy zasadniczej. W wyniku tego choćby urzędnicy czy pracodawcy kierowali się dawnymi przepisami, a nie nową konstytucją, a sytuacja kobiet np. na rynku pracy pozostawała trudna. W społeczeństwie przeważał pogląd, że praca, a szczególnie polityka, jest domeną męską, do której kobiety nie powinny wstępować. Popularna była nadal myśl, wywodząca się z filozofii Rousseau, o rozdzieleniu sfer męskich i damskich na aktywną zewnętrzną dla mężczyzn i bierną domową dla kobiet. Te ostatnie miały być matkami i opiekować się tzw. ogniskiem domowym i to się już do wybuchu II wojny zanadto nie zmienia.

Przykładów dyskryminacji było wiele – choćby fakt, że kobiety pracujące nadal uważano za swego rodzaju „fanaberię”. Przykład? W 1938 r., gdy po Monachium wielu Czechosłowaków zostało zmuszonych do wyjazdu z Sudetów, przyjechało na tereny pozostałe Czechosłowacji i pilnie potrzebowało pracy, państwo zdecydowało się zwolnić z urzędów wszystkie kobiety zamężne (!) – w zamyśle dlatego, że owej pracy nie potrzebowały, bo przecież utrzymywać miał je mąż. Następnie oczywiście pracę tę oferowano przyjezdnym mężczyznom. W trakcie istnienia Republiki nie było ani jednej ministry, a kobiety w polityce były postrzegane jako twory co najmniej dziwne.

Komuniści a sprawa kobieca

Po zmianie ustroju i przejęciu władzy przez komunistów dochodzi do zamknięcia całego bloku wschodniego, w tym także Czechosłowacji i Polski, na Zachód. To oznacza nie tylko utrudniony przepływ dóbr i towarów, ale także elementów kultury i myśli. W latach 70. i 80., kiedy w Stanach Zjednoczonych i niektórych krajach Europy Zachodniej kobiety dochodzą do wniosku, że oficjalne nabycie praw nie spowodowało zasadniczej zmiany ich pozycji społecznej, w Czechosłowacji obowiązuje ideologia komunistyczna. Komunizm wprowadzał do życia społecznego pewne elementy feministyczne, ale robił to w sposób wybiórczy i, przede wszystkim, narzucał je z góry, podobnie jak i inne elementy ideologii związane z walką klas itd. Oficjalnie jednak feminizm jako ideologię burżuazyjną potępiał. Komuniści zlikwidowali wiele stowarzyszeń kobiecych, a czołowe działaczki feministyczne zamykali w więzieniach lub po prostu mordowali – prawdopodobnie również dlatego, że oprócz walki o prawa kobiet, wspomniane aktywistki były także zasłużonymi i doświadczonymi polityczkami i demokratkami z okresu I Republiki. Skoro już się wykazały nieposłuszeństwem i samodzielnym myśleniem, mało prawdopodobnym było, żeby chciały wesprzeć nowy, antydemokratyczny ustrój i jako takie były elementem niepożądanym.

Kobiety (i wszyscy inni) do pracy

To wszystko dzieje się jednak w pewnym kontekście – Czechosłowacja po wojnie zajęta jest między innymi kwestią sudeckich Niemców. Część ludzi wysiedlana jest w inne części kraju, w taki sposób, aby ich „niemieckość” zaginęła wśród Czechosłowaków, większość jednak zostaje zmuszona do wyjazdu na Zachód. Wielkie obszary kraju pozostają puste i trzeba je kimś zasiedlić; tymczasem brakuje ludzi chętnych do pracy. Nowe państwo potrzebuje wzrostu gospodarczego i w związku z tym – pracowników. Między innymi dlatego kobiety w oczach komunistów zyskują prawo do pracy – bo nikt inny jej nie chce, a oni potrzebują, aby ktoś tę pracę wykonywał.

Reformy prawa rodzinnego

Po wojnie w Czechosłowacji nadal obowiązuje kodeks rodzinny pochodzący z głębokiego XIX wieku (dokładnie z 1811 r.), odziedziczony po Austro-Węgrzech. To w praktyce oznaczało np., że mąż miał pełną władzę rodzicielską, decydował nie tylko o edukacji dzieci i majątku, ale także o tym, czy żona może pracować. Tak, mógł bez jej wiedzy i zgody np. złożyć w jej imieniu wypowiedzenie. O reformie tego prawa prowadzono długie dyskusje w I Republice, ale wszelkie zmiany blokowały partie konserwatywne. W 1949 r. dochodzi w końcu do zmiany – wprowadzony zostaje nowy kodeks rodzinny, który zrównuje pod tymi względami prawa kobiet i mężczyzn. Wprowadzono także wspólnotę majątkową i zrównano prawa dzieci urodzonych w małżeństwie i poza nim, a także zakazano stosowania kar cielesnych przez ojca i męża na dzieciach i żonie. Okrutnym chichotem losu jest fakt, że dokładnie o tę reformę, wprowadzoną teraz rękami komunistów, wiele lat walczyła Milada Horáková, którą rok później ci sami komuniści w politycznym procesie skazali na śmierć i zamordowali.

Tymczasem na Zachodzie…

To były zmiany rewolucyjne, które w znaczny sposób zmieniły pozycję kobiet w społeczeństwie. Żeby zrozumieć kontekst ówczesnej Europy, wspomnijmy, że w Niemczech zachodnich np. aż do lat 60 mąż mógł w imieniu żony decydować o jej zatrudnieniu (innymi słowy, mógł w jej imieniu ją zwolnić). I tu dochodzimy do jednego z powodów, dlaczego feminizm jako ideologia nie cieszył i nie cieszy się dzisiaj w Czechach dobrą sławą – ówczesne Czechosłowaczki mogły mieć wrażenie, że kobiety na Zachodzie prowadzą bitwy, które u nich w domu dawno są już wygrane. Czytałam relacje kobiet, które wyemigrowały do Niemczech Zachodnich w latach 60. i relacjonowały, że jako obywatelki odzyskały wolność, lecz jako kobiety czuły, że ją tracą.

Homo sovieticus

Komunistyczna wersja „feminizmu” była jednak pełna sprzeczności. Zacznijmy od tego, że „feminizm” jako ideologia był oficjalnie odrzucony. Nowy homo sovieticus był jednak teoretycznie równy między sobą, bez względu na płeć. Obowiązek pracy sprawił, że pod koniec lat 70. Czechosłowacja była trzecim na świecie państwem z najwyższym odsetkiem pracujących kobiet – aż 47% siły roboczej tworzyły kobiety. To była ogromna zmiana! Wcześniej przecież praca kobiet była czymś niezwykłym, rzadkim i zdecydowanie niepożądanym, a teraz nagle pracować musiały właściwie wszystkie kobiety.

Oczywiście, celem wprowadzania tych zmian nie było umożliwienie kobietom osobistego rozwoju czy usamodzielnienia. Chodziło o praktyczne sprawy: kobiety stanowiły ponad połowę społeczeństwa, w tym wcześniej wśród części z nich towarzystwa kobiece cieszyły się popularnością; miały więc potencjał zwiększania popularności partii. Komuniści tymczasem chcieli budować większe poparcie społeczne dla swojej ideologii, a kobiety – po zakazaniu innych stowarzyszeń – mogły okazać się do tego celu świetnym narzędziem. To nie oznaczało jednak wcale zmiany w postrzeganiu ich znaczenia – po pierwsze, ich główną rolą nadal pozostawało rodzenie dzieci i opieka nad gospodarstwem domowym, po drugie, nadal nie było mowy o tym, by mogły zajmować stanowiska ważne czy decyzyjne. Kobietom, do jednego etatu w domu, dołożono po prostu drugi, często w fabryce czy na roli. Ich praca i znaczenie społeczne pozostawały w pewnym sensie przezroczyste.

Kwestia praw kobiet niekoniecznie zajmowała także polityczną opozycję, która później, po upadku komunizmu, przejęła władzę. Václav Havel na przykład twierdził, że o feminizmie wiele nie wie, i właściwie wykręcał się od odpowiedzi. Było to o tyle dziwne, że ówczesne antykomunistyczne podziemie było przecież uwrażliwione na krzywdy społeczne, których dokonywał reżim; a jednak ta kwestia pozostawała im, zdaje się, obojętna. Partie chrześcijańskie popularyzowały tezę powrotu do wartości rodzinnych, które reżim komunistyczny rzekomo niszczył; a to wg wspomnianych oznaczało także np. obniżenie kary za przemoc w rodzinie i gwałt. Ogólnie elitom politycznym nowopowstałych Czech przyświeca myśl, że mają do wykonania wiele ważnych zmian. Poprawa pozycji kobiety w społeczeństwie nie jest jedną z nich.

Feminizm dzisiaj

W ten sposób dochodzimy do czasów współczesnych. Jeszcze nie tak dawno temu stwierdzenie, że jest się feministką/feministą nie przysparzało popularności, żeby nie powiedzieć, że było/jest towarzyskim samobójem. Dlaczego? Częściowo ze względu na media, które w latach po transformacji prezentowały działaczki feministyczne jako oszalałe histeryczki, które nienawidzą mężczyzn i zdecydowanie nie wiedzą, czego chcą, a ich postulaty ośmieszały. Częściowo dlatego, że czeskie społeczeństwo postrzegało próby poszerzenia praw kobiet jako inicjatywy podejmowane przez elity. Najpierw były to zmiany wprowadzane przez działaczy społecznych i myślicieli wyprzedzających znacznie swój czas – mam na myśli Tomasza Garrigue Masaryka i działaki takie jak Františka Plamínková. Później równouprawnienie było hasłem kojarzonym z komunistycznym reżimem. W końcu prezentowano je jako absurdalne i ośmieszane postulaty importowane z Zachodu. Tak czy siak, nigdy nie była to zmiana oddolna, rozumiana jako coś wywalczonego przez masy; przeciwnie, zazwyczaj przychodziła ona z góry lub z zewnątrz jako element obcy kulturowo i jako taka nie cieszyła się popularnością.

Prawa kobiet to jest temat kontrowersyjny i będzie nim pewnie jeszcze przez długie lata. To oczywiste – zmiana podziału władzy w społeczeństwie musi wiązać się z reakcją. System patriarchalny był/jest przede wszystkim bardzo skostniały i nieelastyczny. Role były z góry wyznaczone i obowiązkiem każdego było ich wypełnianie. Tymczasem nowe podejście jest bardziej elastyczne, bo – no właśnie – kwestie wyboru roli społecznej pozostawia jednostkom, odbierając jednocześnie wielką część władzy patriarchom, mężczyznom, którzy do tej pory przewodzili społecznościom. Do tego kompetencje ojców rodzin zaczęło podbierać państwo – np. wprowadzając zakaz kar cielesnych i stosowania przemocy w rodzinie. To wcześniej była wyłącznie kompetencja mężczyzny; dziś, jeśli ktoś bije żoną i dzieci, to sprawa dla prokuratora. W pewnym sensie nie dziwi więc, że strona, która tę władzę, ale i odpowiedzialność, częściowo traci, protestuje.

Feminizm obelgą?

Jak to więc z tym feminizmem dziś jest w Czechach? Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że słowo „feminista” lub „feministka” jest kojarzone raczej negatywnie. W społeczeństwie nie ma szerokiego zrozumienia, czym ruch feministyczny jest i o co usiłuje. Mało tego, nawet osoby, które można podejrzewać o feministyczne sympatie, rzadko się do tego przyznają – mam tu na myśli kampanię prezydencką sprzed dwóch lat, gdzie nawet jedyna kandydująca na stanowisko prezydenta kobieta odmówiła określenia siebie jako feministkę; przy czym, jeśli by posłuchać jej poglądów na sprawy społeczne, za takową zdecydowanie można by ją uznać. Podobnie czynił wówczas obecny prezydent Petr Pavel – wymienił wszystkie prokobiece zmiany społeczne, które wspiera, ale feministą się nie nazwał.

Jak się żyje w Czechach kobietom?

Na koniec zróbmy małe podsumowanie. Czy Czechy są państwem przyjaznym kobietom? W Czechach aborcja jest legalna – do 12. tygodnia na własne żądanie (to prawo wprowadzono w latach 50.); jeśli natomiast jest to konieczne ze względów zdrowotnych, za zabieg płaci ubezpieczyciel. Z moich obserwacji wynika, że poddanie się aborcji nie wiąże się z takim tabu jak w Polsce ani z takim ostracyzmem społecznym. Ludzie patrzą na to dużo bardziej praktycznie, jako coś, co się po prostu dzieje i coś, co jest przede wszystkim prywatną sprawą danej kobiety.

W Czechach jest jeden z najdłuższych w Europie urlopów rodzicielskich. O jego długości i rozdzieleniu pomiędzy rodzicami decydują partnerzy; najdłużej może on trwać 3 lata i najczęściej biorą go właśnie kobiety. Państwo w tym czasie wspiera rodzinę finansowo kwotą 350 tys. koron, wypłacaną w odpowiedniej części co miesiąc (maks. to ok. 13 tys. czk). Tak szczodry urlop rodzicielski ma dwie, dość przeciwstawne, oblicza: po pierwsze, stosunkowo wysoki przyrost naturalny na tle Europy. Przynajmniej jeszcze w czasach przed inflacją to była znaczna pomoc dla młodych rodzin (teraz jest trochę trudniej). Po drugie, wysoki payment gap w czeskim społeczeństwie. Innymi słowy – kobiety, które rodzą jedno, dwójkę lub trójkę dzieci bardzo często zostają w domach, aby się nimi opiekować, i pozostają poza rynkiem pracy na kilka dobrych lat. To nie pozostaje bez wpływu na możliwość rozwoju kariery, wysokość płac, a także – później – wysokość emerytur.

Matka Czeszka

I tak, jak w czeskim społeczeństwie nie ma tak wyraźnych wyobrażeń na temat kobiet poddających się aborcji, tak są dość wyraźne na temat tego, jak matka powinna lub nie powinna dziećmi się zajmować. A powinna oczywiście iść na pełny urlop wychowawczy, bez względu na to, że najprawdopodobniej dość poważnie zatrzyma to jej rozwój zawodowy. Oczywiście inaczej będą na to patrzeć osoby, które pracują na kasie w sklepie, a inaczej osoby, które chcą robić karierę w nauce czy międzynarodowej korporacji. Taka przerwa po prostu im to zadanie w pewnym sensie utrudni, a na pewno opóźni; to jest jednak cena, którą, zdaje się, czeskie kobiety wg społeczeństwa powinny po prostu za posiadanie potomstwa zapłacić.

Brak reprezentacji

Jeszcze inny aspekt całej tej sprawy to brak reprezentacji. W niższej izbie czeskiego parlamentu jest 25% posłanek (dla porównania w Sejmie jest ich teraz 29,6%). Z badań na podstawie danych z 2019 r. wynika, że wśród absolwentów szkół wyższych jest 63% kobiet, ekonomicznie aktywnych (czyli pracujących) jest 44% kobiet; jednak wśród menedżerów kobiet jest tylko 27%. Na najwyższych stanowiskach menedżerskich jest zaledwie 11% kobiet, a wśród prezesów – 4%. Z tego samego badania odpowiednie liczby dla siedmiu krajów regionu są wyższe (45% kobiet pracuje, 37% stanowisk menedżerskich, 19% najwyższych stanowisk menedżerskich i 8% prezesów). Jak widzicie, różnice są spore.

Czy Czechy są dobrym krajem dla kobiet? To oczywiście bardzo zależy – ogólnie, tak. Są tu jednak pewne mankamenty, jak sami już widzicie. Być może to jest związane z tym, że Czechy modernizują się inaczej niż np. Polska, która jest w tym o wiele bardziej radykalna. W Polsce istnieje, owszem, duża grupa konserwatywna, która promuje światopogląd tradycyjny, nazwijmy to. Ale jednocześnie mamy sporą społeczność z wielkich miast, której podejście do życia jest diametralnie różne od tego, jakie dominowało w polskim społeczeństwie jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. W Czechach nie ma aż tak dużej polaryzacji w tym temacie – mam wrażenie – i brakuje trochę bodźców, które by taki przyspieszony rozwój wymusiły. Pisałam o tym już kiedyś na blogu w kontekście dyskusji o tym, czy Czechy są progresywne. Paradoksalnie, radykalny tradycjonalizm w Polsce określonej grupy społecznej w pewien sposób prowokuje przyspieszoną laicyzację i zmianę postaw grup społecznych, które same z siebie pewnie by się tak szybko nie zmieniały. W Czechach tego bodźca nie ma, nie ma tu aż dużych i radykalnych grup religijnych. Wszystko idzie więc spokojniej i pomalej, ale nie jest też tak, że Czechy to jakiś skansen europejski i tutaj powoli kwestie równouprawnienia przedostają się do mainstreamu.

Najnowszym przykładem jest sprawa podziękowań Darii Kashcheevej na rozdaniu Czeskich Lwów, której w dość bezpardonowy sposób reżyser przerwał dość istotną z punktu widzenia kobiecego przemowę. Było to symptomatyczne – nagrodzona rzeczywiście przekroczyła dwukrotnie bodajże czas antenowy, który miała wyznaczony, nie była jednak jedyna, która to zrobiła, natomiast była jedyna, której w taki sposób przerwano i to wtedy, kiedy opowiadała o tym, jak trudno kobietom w Czechach pogodzić karierę z macierzyństwem. Reakcja reżysera odbiła się szerokim echem i była komentowana z różnych stron i przez różne środowiska.

Finał I sezonu Czeskiego Radia

Moi drodzy, to był finałowy odcinek pierwszego sezonu Czeskiego Radia. Jeśli dotrwaliście do końca, to bardzo się cieszę, a jeśli nawet się Wam podobało i chcielibyście to w jakiś sposób okazać, to serdecznie zachęcam do podzielenia się informacją o istnieniu tego podcastu ze znajomymi. Podcast tworzę w ramach hobby, z pasji i chęci dzielenia się własnymi spostrzeżeniami z szerszą publicznością, to jest swojego rodzaju przedłużenie bloga. Jeśli podoba Wam się ta moja czechofilska twórczość, możecie postawić mi wirtualną kawę i wspomóc opłacić techniczne aspekty tejże.

Czy będzie sezon drugi? Najprawdopodobniej, ale wszystko zależy od tego, jak poniesie się sezon pierwszy i jak go przyjmiecie. Jeśli się Wam podobało, dajcie znać, dobre słowo daje dobrego kopa motywacyjnego do dalszej pracy – a jeśli mam spędzać kolejne wieczory przy kompie, czytając statystyki, artykuły i grzebiąc w książkach, żeby to potem przelewać na podcastowe audycje, to tego zdecydowanie potrzebuję.

Tymczasem serdecznie Was pozdrawiam z Brna i, oby, do usłyszenia w sezonie 2!

M.

Podczas tworzenia tego odcinka posiłkowałam się wieloma źródłami. Poniżej znajdziecie kilka z nich – zachęcam do zapoznania się z nimi, jeśli interesuje Was ta tematyka:

  • książka „Proč jsme tak naštvané?” Šárki Homfray
  • książka „V pasti pohlaví : o politice, péči, sexu, násilí a postavení žen v Česku” Silvii Lauder

Bardzo pomogły mi też udostępnione w Internecie prace dyplomowe z czeskich uniwersytetów. Fakt, że są one udostępnione społeczeństwu to jest coś cudownego i stanowi świetne źródło informacji, bo można tam od razu sprawdzać źródła i dane wiadomości doszukiwać w innych miejscach:

Inne ciekawe artykuły w temacie:

To jest transkrypcja 6 odcinka podcastu. Jeśli chcesz posłuchać inne odcinki, znajdziesz je tutaj. Jeśli podoba Ci się moja twórczość i chciał(a)byś ją wesprzeć, postaw mi wirtualną kawę! Pomoże mi to opłacić techniczną stronę bloga i podcastu:

Wsparcie