Czechy, Czeskie życie, Mentalnie

Nie szata zdobi człowieka, ale…

…ale i tak jest dla nas wszystkich niezmiernie istotna. Polacy lubią się stroić; nie odkrywam Ameryki twierdząc, że w jakiś sposób elegancja stała się stałym elementem polskiej tożsamości i jest widoczna na ulicach polskich miast. (No dobra. Przynajmniej niektórych).

Jeśli jednak wydaje Wam się, że jest inaczej, to pojedźcie do Czech. Wtedy nawet bulwar nad Wisłą w Ustroniu czy starówka w Pipidówce Dolnej wyda Wam się modna, elegancka i chwytająca się ostatnich krzyków mody. Ciekawi? Zapraszam poniżej…

Dziś trochę o tak przyziemnej rzeczy, jak ubrania i wystrój.

Czeski ubiór

Ostatnimi czasy, po popełnieniu przeze mnie kilku wpisów, zaczynam odnosić wrażenie – może mylne – że choć poruszam zgoła różne tematy, cały czas obracam się wokół jednej głównej tezy: Czesi mają w sobie spokój.

Tak, zdecydowanie już o tym pisałam. Ten spokój przejawia się jednak w różnych aspektach życia. Każdy z nich zasługuje na osobny wpis 🙂

Wyobraźcie sobie  więc, że jedziecie wysokiej klasy pociągiem Przewozów Regionalnych, typu EN57, wokoło Was roznosi się przyjemny zapach świeżości z pobliskiej kolejowej toalety, za oknem rozpościerają się wspaniałe widoki na Kotlinę Kłodzką. Jest piękny jesienny dzień, rozpromienione słońce przedziera się przez lekko przyprószone graficiarską twórczością okno i wydobywa z powietrza mieniące się drobinki kurzu.

Pociąg się zatrzymuje, wagon drży, przedziałem trzęsie i zastanawiacie się, czy nie są to właśnie Wasze ostatnie chwile życia. 50km/h w EN57 to bowiem niebagatelna prędkość, a hamowanie to już przeżycie zgoła ekstremalne.

EN57 w końcu jednak zatrzymuje się na małej stacyjce w środku niczego; do środka wsiadają ludzie (zastanawiające jest, skąd się tam w ogóle wzięli, biorąc pod uwagę, że jesteśmy właśnie w środku pola). Wsiadają – słyszysz, a potem także widzisz wysokie eleganckie buty, płaszcze jakby wyjęte spod igły, usta pomalowane na czerwono.

Tak, jesteśmy wciąż w tym samym uroczo pachnącym pociągu w środku niczego.

Zmierzamy do Czech.

Co się zmieni po przekroczeniu granicy?…

Obstawiajmy: przestanie tak trząść, bo tory są zdecydowanie lepsze po południowej stronie granicy, pan/pani konduktor jakoś tak przyjaźniej do ludzi nastawiony(a) (może ma to związek z pensją, liczbą pasażerów oraz jakością pociągów, ale to tylko moje przypuszczenia) oraz zdecydowanie spadnie liczba nóg obutych w wysokie obcasy.

Brak czerwonych ust, brak pomalowanych paznokci, czasem trafi się jakiś płaszcz, ale to raczej rzadkość.

Królują wiatrówki, adidasy lub inne sportowe obuwie, puszczone luźno włosy, naturalne oko .

I o ile elegancka kobieta w butach na wysokim obcasie, w płaszczu, z walizką na kółkach wygląda pięknie, nawet w okolicznościach przyrody typu obskurne PR, o tyle człowiek z plecakiem, w dżinsach i wiatrówce rzeczywiście wygląda dużo bardziej na miejscu.

Liczy się wygoda

Taka oto prosta obserwacja, a jedyne, czego do jej konstatacji potrzeba, to zakup biletu relacji Wrocław-Pardubice.

To także oczywiście pretekst do nieco bardziej uogólnionych wniosków.

W Polsce wygląd zewnętrzny się liczy. Liczy się bardzo – czasem nawet bardziej niż skłonni bylibyśmy się przyznać.

W Czechach natomiast liczy się wygoda.

Jeśli oczekujecie następujących peanów na cześć czeskiego podejścia lub krytyki naszego ojczystego podejścia, to się zawiedziecie.

Jeśli bowiem mogę poczynić osobistą uwagę – to o ile lubię czeskie podejście i sama często praktykuję je w domu (bieganie na obcasach zdecydowanie nie należy do moich ulubionych czynności), – to jest dla mnie naprawdę osobliwym uczuciem, kiedy wychodzę na czeską ulicę, mając na sobie moją zwykłą kurtkę i okazuje się, że należę do wąskiego grona najbardziej elegancko ubranych osób.

Jest, jak jest. Każde podejście ma swoje plusy i minusy; znacie je sami. I o ile ocenianie po wyglądzie może być prawdziwą zmorą, nie należy się wypierać faktu, że oceniamy na pierwszy rzut oka, bo tak po prostu jest. Chodzi przecież o to, by to pierwsze wrażenie nie zawsze i nie dla każdego było wiążące, mimo iż czasem bywa trafne.

Jadąc więc tym obmierzłym pociągiem, w warunkach, którym daleko do komfortowych, czasem po prostu miło jest pomyśleć, że Polakom i Polkom, mimo – a może częściowo właśnie dlatego – wciąż się chce. Wyglądać, i być.

A jeśli ktoś preferuje dżinsy i bluzy, a wciąż chce uchodzić za szykownego, zapraszam na południe.

alfa