dobre życie, Myślodsiewnia

Jak żyć na emigracji

Dzwoniąc ostatnio na infolinię jednej z polskich ubezpieczalni, dopytywałam o możliwości ubezpieczenia pobytu w Czechach. Po kilku minutach wyjaśnień, kiedy już właściwie można było zakończyć rozmowę, nagle usłyszałam w głosie pana po drugiej stronie linii uśmiech. Uśmiech – niby rzecz niesłyszalna, a jednak, słuchawka aż zadrżała od ciepłych emocji. Głos pana się zmienił, a ja usłyszałam: “Bo wie Pani, ja studiuję bohemistykę. To taki świetny kraj!” Oj tak, zgadzam się z tym panem w 100%. Wielu z Was też się zgadza. Niektórzy tak się zgadzają, że postanowili kraj zamieszkania zmienić, właśnie na Republikę Czeską. Pomyślałam, że fajnie byłoby zebrać w jednym miejscu przydatne informacje dla tych, którzy na ten odważny krok się zdecydują – wkrótce na blogu pojawi się krótka seria o tym, JAK się do Republiki Czeskiej przeprowadzać. Dziś rozpoczynam o aspekcie, o którym być może nie myśli się na początku, ale który okazuje się ważny po tym, jak już załatwicie wszystkie praktyczne problemy po przyjeździe – jak żyć na emigracji.

Preludium

Na początek być może powinnam wspomnieć, że przeprowadzek do RC mam za sobą już dwie. W roku 2015 przybyłam tutaj do pracy. Z różnych powodów mój pobyt zakończył się po 7 miesiącach. Nie tak dawno postanowiłam jednak ponownie wywrócić swoje życie do góry nogami i podjąć jeszcze jedną próbę życia w Republice. Dlaczego?… Cóż, powodów jest sporo. Po pierwsze i najważniejsze, chyba, to fakt, że Luby pochodzi właśnie stąd. To pierwszy czynnik, który sprawił, że padło właśnie na Czechy, a nie choćby na Holandię. Po drugie, chęć przygody. Zawsze miałam się za domatora. Osobę, która mając bliźniaczą naturę, chowa w sobie zarówno intro, jak i ekstrowertyka, ze wskazaniem jednak na tego pierwszego. A potem pojechałam na Erasmusa. Nic szczególnego się nie wydarzyło, właściwie, oprócz tego, że poczułam, że mogę. Że daję radę. Że nie potrzebuję supermocy, by gdzieś wyjechać i coś zrobić. Wystarczy właściwie tylko wyjechać i coś zrobić. Myśl o wyjeździe od tego momentu właściwie już zawsze krążyła gdzieś z tyłu mojej głowy.

Jak mówić do siebie samej

Emigracja nie jest usłana różami. Prawdopodobnie żadna, a jeśli ktoś ją tak przedstawia, to cóż, można albo gratulować szczęścia albo przymknąć oko i wysłać trochę dobrych myśli. Bo łatwo na pewno nie jest. Zmienia się właściwie wszystko, łącznie z językiem, którym rozmawiam sama ze sobą. To oczywiście dotyczy osób, które język kraju docelowego znają chociaż trochę. Ja wyjeżdżam już w sumie trzeci raz, za każdym razem miałam o tyle łatwiej, że w języku docelowym lepiej lub gorzej mówiłam. Jak to się dzieje, że człowiek zaczyna myśleć w języku obcym? To nie jest decyzja, którą podejmuje się świadomie [choć oczywiście można], to  po prostu proces, który się automatycznie zadzieje, gdy człowieka otacza dany język zewsząd. Tak to już mam – w Hiszpanii po pewnym czasie myślałam po hiszpańsku, w Czechach – po czesku, gdzie indziej za granicą nierzadko po angielsku. Mózg się przystosowuje. O ileż łatwiej jest znaleźć szybką odpowiedź na zaczepkę lub pytanie w języku, w którym ono pada niż za każdym razem szukać odpowiedzi po polsku, a potem tłumaczyć.

Akcent

Wśród osób, które wyemigrowały jako osoby dorosłe jak bumerang wraca także pytanie o akcent. Akcent, jak to akcent, nabywa się w wieku dziecięcym i o ile nie jest się szczególnie uzdolnionym pod tym względem, to w późniejszych latach wypracowanie odpowiedniegoż w języku obcym jest zadaniem dość trudnym, by nie powiedzieć – niemożliwym. O ile nie ma to aż tak dużego znaczenia, jakie przywykliśmy mu nadawać w sytuacjach wakacyjno-służbowych (pisałam o tym w artykule Jak się nauczyć języka obcego), sprawa nabiera trochę innego charakteru, jeśli ten obcy język jest językiem naszej adopcyjnej ojczyzny. Akcent sprawi, że bez względu na lata, jakie przeżyliście w nowym domu, będziecie się wyróżniać. Czasem będzie to impulsem do rozpoczęcia ciekawej konwersacji, czasem powodem krzywego spojrzenia. Czasem może to być źródłem dodatkowego stresu. Kiedy mnie dopada, przypominam sobie słowa mojej dobrej przyjaciółki, która sama wybrała życie daleko od rodzinnych stron – akcent to twoja własna marka, twój znak rozpoznawalny. Oczywiście można chodzić na zajęcia językowe i poprawiać stopień znajomości języka obcego, ale o ile twoja wymowa jest poprawna, a w związku z tym zrozumiała – nie widzę powodu, by przejmować się złośliwymi uwagami. Są pewne rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zmienić, choćby nie wiem co – a jedną z nich jest miejsce urodzenia i wynikające z tego predyspozycje akcentowe.

Kultura

Oprócz języka trudność w osadzeniu się w nowym kraju polegać może także na nieznajomości kultury. To hasło, które być może brzmi banalnie, ale nierzadko przekłada się na bardzo praktyczne problemy. O ile nie poruszasz się w środowisku międzynarodowym lub stricte polonijnym,  twoi nowi znajomi będą prawdopodobnie tej samej narodowości, wychowani na tych samych bajkach, książkach i filmach. Niby nic, ale przełoży się to na to, że przy opowiadaniu żartów w pubie będą się śmiać wszyscy oprócz ciebie. Dlaczego?… Bo nie zrozumiesz, na czym ten żart polegał. Dlatego tak ważne jest czerpanie garściami z książek, telewizji, kina. Coś, co lokalsi poznają i czym są otoczeni całe życie, ty musisz poznać od zera i to w tempie ekspresowym. To oczywiście ma swoje dobre i złe strony – takie doświadczenie wzbogaca i uczy nowej perspektywy, a do tego nieraz zmusza do nowego spojrzenia na starą ojczyznę. Czasem wywołuje złość i frustrację, a czasem człowiek ze zdziwieniem odkrywa, że w domu ludzie robią to lepiej i czuje dumę.

Stereotypy

Ta duma to czasem zwodnicza jest. Prowadzi na manowce. Oczywiście niczego złego nie ma w byciu dumnym z osiągnięć swoich ludzi. Dobrze jest znać swój kraj, zwłaszcza, że można oczekiwać różnych pytań na ten temat. Różne, nie zawsze przychylne nastawienie i zagubienie może też prowadzić do dziwnego poczucia wyższości – pochodzę skądś, gdzie to działa lepiej. Ludzie od zawsze innym przypisywali łatki i wsadzali w szufladki, bo to rzekomo pomaga utrzymać się przy zdrowych zmysłach i nie oszaleć. Niezmiernie wszelako nie lubię, gdy czuję ciężar tych opinii na ramionach, tym bardziej, gdy ktoś zrzuca na mnie odpowiedzialność za działania rodaków. Boże jedyny, jest nas na tym świecie kilkadziesiąt milionów! Naprawdę nie mogę odpowiadać za czyny innych, nawet jeśli mówią tym samym językiem, co ja, nawet, jeśli pochodzą z mojego regionu, choćby mieszkali w tym samym mieście i na tej samej ulicy. Może dlatego trudno jest w sobie zidentyfikować, a potem spacyfikować uczucie wyższości, które się w człowieku rodzi. Koniec końców, jesteśmy tylko ludźmi. To sobie powtarzam, gdy zderzam się z murem ignorancji lub stereotypów.

Tęsknota

Tak, tęsknota była, jest i będzie. Nie da się chyba jej zwalczyć. Nie ma chyba sensu jej zwalczać. Trzeba nauczyć się ją oswajać i szukać sposobów na jej oszukanie. Częste odwiedziny, Skype, Whatsapp. Odległość weryfikuje znajomości i przyjaźnie. Człowiek inaczej zaczyna odbierać własną kulturę. Piosenki i melodie, które w domu były tylko piosenkami i melodiami, zyskują nagle na znaczeniu, bo zbliżają do swoich, pomagają czuć się członkiem wspólnoty czegoś, co zostało daleko.

Co dla Was znaczy emigracja? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjechać na dłużej? Jak to na Was wpłynęło? Macie jakieś wskazówki, jak żyć na emigracji?…