dobre życie, Myślodsiewnia

Po co właściwie tworzymy

Ale dawno mi się to nie przytrafiło! Nie wiem, jak to nazwać: natchnieniem? Iskrą? Siłą wyższą?

Kiedyś miałam tak co rusz. Wystarczyło założyć słuchawki, odpalić muzykę i voila. Pisałam, aż się z zeszytu, a potem klawiatury, kurzyło.

Dziś tworzenie wiąże się z researchem, szukaniem informacji, potwierdzaniem ich, układaniem ich w spójną całość… a sam akt pisania tekstu jest z tego często tylko wisienką na torcie. Coś, co było kiedyś moim chlebem powszednim, dziś jest nagrodą po ciężkiej robocie, która usprawiedliwia sam akt pisania. Z jakiegoś powodu czuję, że potrzebuję powodu, aby się w ogóle odezwać. Czy Wy też tak macie?…

Ale dziś zdarzyło mi się coś, o czym myślę od dawna, a co pięknie wyraziła Zwierz Popkulturalny w tym poście. W dobie niekończącego się pchania nam AI wszędzie i do wszystkiego, w sposób godny pchania nam ideologii słusznie minionej za słusznie minionego systemu, zadała pytanie podstawowe, słuszne i zasadne, a jednak pomijane: po co mamy używać do tworzenia sztucznej inteligencji?

Czy my, twórcy, rzeczywiście potrzebujemy wsparcia? I to w procesie, który jest procesem bardzo indywidualnym, osobistym, nierzadko niepowtarzalnym? Po co mamy tworzyć rzeczy szybciej, łatwiej i TANIEJ?…

Czy nasza twórczość jest tylko towarem?

Czy w erze późnego kapitalizmu nasze myśli są już warte tylko tyle, na ile wyceniane są zasięgi, które generują?…

Czy wszystko robimy tylko dla pieniędzy?…

[To ostatnie pytanie można by jeszcze odwrócić: czy wszystko, co robimy dla pieniędzy, robimy tak naprawdę dla naszych pieniędzy, bo coś musimy wszyscy jeść, czy może koniec końców dla pieniędzy stakeholderów wielkich korporacji, którzy na naszej twórczości zarabiają więcej niż my, sami twórcy?]

Człowiek to taka głupia istota, która do samego istnienia potrzebuje poczucia sensu. Ten sens można dostrzegać osiągać na wiele różnych sposobów, a jednym z nich, być może jednym z ważniejszych, jest tworzenie. Nieistotne tak naprawdę czego, ani z jakim wynikiem. Liczy się sam proces tworzenia. Być może to jest ta ostateczna cecha, o której piszą chrześcijanie, która upodabnia nas do samego Stwórcy. Po prostu chcemy tworzyć, i sam ten proces pozwala nam z ciemnością negocjować sens naszego bytu tutaj.

Nie dajmy sobie tego poczucia odebrać robotom, algorytmom i panom w drogich garniturach.

Nawet jeśli są to tylko głupie wypociny na blogach albo bazgroły w notatnikach.

M.

PS Kontekstem do całego tego zamieszania jest jeszcze to, że AI to dziś spora bańka spekulacyjna. Technologia sama w sobie jest być może niezwykła i być może właśnie dlatego zainwestowało w nią sporo ludzi o grubych portfelach. Teraz wydane pieniądze TRZEBA uzasadnić. Patrz: to dlatego w tak wielu firmach pracownicy muszą udowadniać, że do wykonywania swoich zadań potrzebują AI, żeby np. w ogóle dostać premię roczną. Czy to absurd? Tak. Czy sami sobie to robimy? Tak.