Podróże, Praktycznie

ABC kempingu

Temat na dzień dzisiejszy to ABC kempingu – temat na czasie, bo lato, bo wakacje, bo właśnie wróciłam spod namiotu i głowę mam pełną pomysłów. I tak, są na świecie ludzie, którzy nie wyobrażają sobie podróży bez eleganckich butów i walizki na kółkach. Do pełnego wypoczynku potrzebują hotelu wielogwiazdkowego, opiekuna wyjazdu i wieczorków organizowanych przez obsługę turnusu. Bez klimatyzacji, obfitych hotelowych śniadań i drinka na wyciągnięcie ręki ani rusz!

Istnieją jednak także tacy, którzy komfort – no dobra, umówmy się – pewną dozę komfortu mogą poświęcić na rzecz wyprawy, na którą w innym wypadku nie mogliby sobie pozwolić, z różnych względów. Istnieją też tacy, którzy po prostu lubią poczuć dreszczyk śpiąc pod gołym niebem lub mając jako strop – dach namiotu.

ABC kempingu: przydatne wskazówki

Mimo radosnego użytkowania mojej czerwonej walizki, która zresztą dała początek temu blogowi, należę do tej drugiej grupy ludzi. Od czasu do czasu nie przeszkadza mi zrzec się dostępu do czystego, zawsze dostępnego prysznica, ani do wygodnego łóżka. Doba, przyznam się – męczy mnie jedynie dość absurdalny [wg Lubego] lęk przed bliższym poznaniem z dzikimi zwierzętami, na ten przykład – niedźwiedziem. Poza tym – znieść mogę całkiem sporo.

Jakim cudem? – Spytacie. Kilka tricków w zanadrzu pomaga przetrwać ten czas. W szczególności – poniższa lista rzeczy, bez których życie na kempingu byłoby jednak dość upierdliwe. Pewne nie na tyle, by z niego rezygnować, ale przyznam szczerze – część frajdy spania pod namiotem sprawia mi właśnie organizacja życia na w miarę znośnym poziomie.

Lista przydatnych rzeczy pod namiot

Namiot (i wszystko potrzebne do jego rozbicia: młotek, dodatkowe śledzie, dodatkowy sznurek, klamerki, ew. saperka).

Mata dmuchana. Nie karimata, nie materac. Żadne z nich nie spełnia dobrze pożądanych przeze mnie kryteriów, tzn. nie jest dość miękka ani dość twarda, będąc jednocześnie szybko składalną/rozkładalną. Matę dmucha się samemu (wystarczy kilka dmuchnięć), po złożeniu jest mała i lekka, a co najważniejsze: bardzo wygodna! Odkąd na niej śpię, życie pod namiotem zyskało +10 do komfortu. Człowiek wychodzi z namiotu rano… i nie jest połamany <3

Śpiwór. Cóż, tutaj mogłabym prawdopodobnie napisać cały esej, śpiwór śpiworowi nierówny, a niektórzy to w ogóle wolą koc. Mnie się taki niestety nie sprawdza, bom zmarzlak, w związku z tym zaopatrzyłam się w tym roku w śpiwór Forclaz w Decathlonie, zapewniający komfort spania do 5 C. Sprawdziłam przy temperaturze poniżej 10 C, było dobrze! Cena niestety dość duża (250 PLN), jednak komfort spania jest dla mnie ważny, a i śpiwór potrwa, mam nadzieję, więcej niż jeden sezon, także jestem zadowolona z tej inwestycji. W połączeniu ze wspomnianą matą jest niemal tak wygodne jak łóżko.

Lampki. Czołówka fajnie się sprawdza, fajne są też np. lampki a la choinkowe, które można podwiesić w pobliżu stołu albo w samym namiocie – świetnie sprawdzą się jako delikatne oświetlenie na wieczór, a i klimat zbudują.

Stół i krzesła. W zależności od tego gdzie biwakujemy i czy są dostępne jakieś wspólne miejsca do spożywania posiłków, warto wziąć niewielki stoliczek turystyczny z krzesełkami. Wieczorne biesiadowanie przy kolacji na stoliczku z kieliszkiem wina w ręce – to jest to!

Zestaw piknikowy, a raczej – nowoczesna torba piknikowa, wyposażona w talerze, sztućce, pojemniki do picia, oraz komorę na samo jedzenie, która jest izolowana. Jeśli już przy jedzeniu jesteśmy, warto od razu wciąż także niewielki płyn do naczyń, ścierkę i gąbeczkę, a także ręcznik. Przyda się także miska, choćby i plastikowa, a. choćby do mieszania większych ilości sałatek, b. do zebrania i transportu brudnych naczyń do sanitariatów. Ważny może okazać się garnek, np. do ugotowania ryżu lub makaronu, nie wspominając o ostrym nożu oraz, oczywiście, otwieraczu do wina/piwa. W zależności od tego, jak wygląda kemping (czy jest dostępna kuchnia) można wziąć również zapalniczkę (piecyki gazowe…) lub sam gazowy palnik.

W temacie jedzenie pozostając, fajnie sprawdziło nam się również pakowanie z domu suchych płatków owsianych z dodatkami (rodzynki, orzeszki, itp.) ze słoiczkami z konfiturą do osłody. Bez tracenia czasu na rozkładanie, krojenie, zakupy można w sposób szybki i prosty wykonać ciepły, pożywny i zdrowy posiłek. Same plusy! Dodatkowo, można też wziąć ryż i sosy do ryżu/makaronu w słoikach. Takie danie smakuje najlepiej z dodatkiem lokalnego sera, po powrocie ze szlaku, kiedy człowiek nie ma już sił, by przetransportować się do odległego miasteczka na jedzenie.

Torba płócienna w roli kosmetyczki. To wynalazek ostatnich wakacji, po latach doświadczeń z różnymi kosmetyczkami wszelkiej maści i budowy, od stojących po wiszące. Torba płócienna, bo a. można do niej dużo zmieścić, b. nawet jeśli wrzuci się do niej mokry szampon czy płyn do kąpieli, nie zgnije, nie zatęchnie, nie spleśnieje, a po prostu – wyschnie, i c. można ją wszędzie powiesić! To chyba największa zaleta, zwłaszcza, gdy toaleta lub kabina prysznicowa nie budzi zachwytu.

Spray na komary. Cóż. Nic dodać, nic ująć. Wystarczyło mi niezmrużenie oka przez całą noc, spędzoną na walce z tymi skurczybykami, by następnym razem o tym nie zapomnieć.

Przedłużacz i powerbank, czyli zadbanie o dostawy prądu. Jeśli używamy lampek na baterie, również zapasowy zestaw baterii.

Jeśli jedziecie na dłużej w jedno miejsce lub koniecznie bierzecie ze sobą większą ilość jedzenia, a dysponujecie większym bagażnikiem – dobrze sprawdzają się lodówki turystyczne. Trzeba jednak pamiętać, że potrzebują stałego zasilania.

Współczesny kemping a hotel

Powyższa lista została sporządzona dla wypadów pod namiot na kempingi wyposażone w sanitariaty, czyli toalety, prysznice i choćby szczątkową, kuchnię. Kemping nie musi jednak wcale oznaczać brudnych kabin czy jedzenia z puszki przez cały czas. Kempingi w chwili obecnej bywają bajecznie wyposażone, nie tylko w wygodne łóżka w domkach kempingowych, ale także w kuchnie, piecyki, place zabaw, kolejki, restauracje, baseny i całą masę innych atrakcji. Śmiałabym twierdzić, że nieraz mogą być bardziej odlotowe niż niejeden hotel.

Do tego należy dodać, że kempingi to takie małe tygielki różnych i bardzo różnistych kultur, punkt styczności, gdzie jak na dłoni widać wiele różnic. Inne reguły panują w Niemczech, gdzie ściśle po pewnej godzinie może być problem z zameldowaniem lub, na ten przykład, wjazdem na teren kempingu, a zupełnie inaczej na Bałkanach, gdzie ludzie są bardziej otwarci na późnych gości. Jedno jest jednak stałe chyba w całej Europie: wszędzie panują Holendrzy. To istni królowie europejskich kempingów…

A Wy? Jeździcie na kempingi? Lubicie taką formę noclegu? Dajcie znać!