dobre życie, Myślodsiewnia

Książki na lato!

Słowo pisane jest jedną z najpotężniejszych broni człowieka. Broni przeciw zapomnieniu, broni, która zwycięża ludzkie umysły, broni, która zmienia życie ludzi. Kiedyś umiejętność czytania i pisania świadczyła o przynależności do elity, a książki należały do artykułów niezmiernie luksusowych. Dziś żyjemy w czasach, gdy to niesamowite dobro dystrybuowane jest szeroko i ciężko znaleźć człowieka, który nie umiałby czytać. Paradoksalnie, ciężko również znaleźć człowieka, który czyta. W dobie ekranów komputerów, telewizorów i innych wyświetlaczy LCD, kartki książki, które nie świecą, niekoniecznie są kolorowe, nie są dynamiczne i pozornie zdawać się może, że nic się na nich nie dzieje, tracą na popularności. No bo co ciekawego może być we wgapianiu się w szeregi czarnych liter, które nie tańczą, nie śpiewają ani nawet nie mówią, zwłaszcza latem?… Dziś o książkach na lato. Tych podróżniczych, i tych do zabrania w podróż!

Książki na lato!… albo lata?

Ale czy faktycznie nie mówią?… No właśnie! Jak możecie podejrzewać, jako samozwańcza badaczka i pasjonatka języków, pałam gorącą miłością do książek. Książka to [oprócz Excela, haha] moje ulubione narzędzie pracy, sposób na relaks i poznawanie świata. Oczywiście nie oznacza to, że cały czas siedzę z nosem w książkach [niestety] – ale jednak ma pewien związek z faktem, że kupuję ich zdecydowanie za dużo i przybywa ich w moim domu zdecydowanie szybciej niż półek, na których mogłabym je układać.

Po tym przydługim wstępie chciałabym podzielić się z Wami kilkoma lekturami, których dokonałam w ostatnim czasie, a które związane są z podróżami [niespodzianka] i są w mojej opinii godne uwagi. Poniżej znajdziecie więc kilka pozycji, które nie dość, że będą przyjemną lekturą na lato, co więcej – pomogą Wam się zastanowić nad różnymi aspektami podróży.

Podróż dziewczyny spłukanej

Pierwszą i zarazem najświeższą lekturą będzie Podróż dziewczyny spłukanej Karoliny Ponzo. Karolina od kilku lat prowadzi bloga, na którym pisze o podróżach i sprawach okołopodróżniczych, włączając w to różnego rodzaju refleksje na temat życia, podróży właśnie, bycia matką, kobietą, cudzoziemką. Pisze lekko, przyjemnie, nie waha się jednak poruszać tematów trudnych. A ostatnio, drodzy Państwo, ostatnio Karolina wydała książkę. Własną. Sama! [tutaj głęboki ukłon z mojej strony] Książkę otrzymałam na urodziny i przeczytałam jednym tchem. No dobrze, zajęło mi to trzy wieczory. Czyta się ją szybko, na pewno inaczej niż oczekiwałam. Podróż dziewczyny spłukanej to zapis osobistej podróży osoby w depresji, która własnymi siłami i pomysłami odnajduje na nowo radość życia. A czyni to, między innymi, wyruszając w niekończącą się podróż. To zapis drogi, przemiany, przygód, które po drodze się przydarzyły i doprowadziły ją do miejsca, w którym jest dzisiaj: osoby niebojącej się spełniać własne marzenia. Świetna lektura!

Julia jest w Australii

No to skoro już przy piszących i podróżujących kobietach jesteśmy, nie sposób nie wspomnieć o Julii Raczko. Julia napisała do tej pory dwie książki Gdzie jest Julia? i Julia jest w Australii. Kim jest Julia? Julia to dziewczyna z Milanówka, która pracowała jako producentka telewizyjna w Warszawie i która pewnego dnia zdecydowała, że wyruszy w podróż dookoła świata. Wyruszyła… no i nigdy nie wróciła. O swojej drodze, przemyśleniach i przygodach pisała w książce Gdzie jest Julia?, dodając do tego masę praktycznych informacji na temat organizacji takiej wyprawy i konkretnych miejsc, które odwiedziła. A że jak wiecie, sięgając po jedno marzenie, nierzadko wywołuje się niezatrzymywalną reakcję łańcuchową…w podróży dookoła świata Julia poznała Sama. Od słowa do słowa, dziś Julia i Sam są parą, a że Sam, syn polskich emigrantów, mieszka w Australii – dziś i Julia żyje w kraju kangurów i o tym właśnie pisze w swojej drugiej książce Julia jest w Australii. Czyta się lekko i przyjemnie: to doskonała mieszanka osobistych wspomnień z praktycznymi wskazówkami. Lepszego przewodnika po Australii prawdopodobnie nie znajdziecie.

Po prostu Zibura

W tym podróżniczym zestawieniu nie mogło zabraknąć Czecha. Nie mogło go jednak zabraknąć nie dlatego, że to Czech, a ja bez Czechów żyć nie mogę [konkretnie to bez jednego], ale dlatego, że to człowiek niebanalny. Mowa oczywiście o Ladislavie Ziburze. To młody człowiek, który pewnego dnia zdecydował, że przejdzie szlak św. Jakuba i dotrze do Santiago de Compostela. Jak postanowił, tak zrobił. A potem poszedł dalej. Swoją pasję chodzenia – a do tej pory był już pieszo np. w Ziemi Świętej, Gruzji, Armeniii czy… Chinach (!) – przekuł również na pasję pisania. Z każdej wyprawy powstała bowiem książka, w której opisuje swoje przygody, przeżycia, spotkania i przemyślenia. Jeśli jednak spodziewacie się natchnionego filozofa, szukajcie gdzie indziej. Siłą Zibury jest humor. I fakt, że nie boi się wyjść do ludzi. A ci ludzie do tej pory jeszcze nigdy go nie zawiedli. Tak więc chodzi, a potem pisze i udowadnia nam wszystkim, że gdy się wyjdzie z domu i opuści broń, to ten świat w gruncie rzeczy nie jest taki straszny. Jeśli zdarzy Wam się do Republiki zawitać, sprawdźcie, czy akurat w pobliżu nie ma wykładu. Opowieści Zibury można bowiem słuchać na żywo i gwarantuję – przeżycie zdecydowanie warte przejechania kilkuset kilometrów!

Międzymorze

Mówiąc o podróżnikach, którzy wychodzą do ludzi, a potem piszą o tym książki, nie sposób nie wspomnieć innego pisarza, Ziemowita Szczerka. Szczerek to dziennikarz, który pisuje do gazet, a od czasu do czasu także książki. Jak już jednak książkę napisze… Głównym obszarem zainteresowań reportera jest szeroko rozumiana Europa Środkowa. Szczerek zjeździł ją wzdłuż i wszerz i usilnie próbuje zrozumieć, czym właściwie ta środkowoeuropejskość jest, skąd się wzięła, w czym się przejawia. I nie chodzi tylko o doszukiwanie się przejawów słowiańskości, bo jego interesuje całokształt: ten dziwny, nieprzystający, pulsujący, drażniący konglomerat, w którym niektórzy Słowianie są bardziej germańscy niż zachodni sąsiedzi, a znowu Austriacy mają dużo więcej ze Słowian, niż skłonni przyznać. Gdzie wciąż pod pozornym ugładzeniem tli się i jarzy jakaś niepewność, swędzi wyrzut sumienia, drażni pytanie o tożsamość… Tak, Szczerek i jego książki, a już w szczególności ostatnia Międzymorze, to pozycje, które wprost idealnie nadają się na letnią wyprawę przez Europę. Najlepiej tę, która nie istnieje, czyli Środkową. Boże, jak się go czyta!

Och, dobrze, kończę już. Zrobiła się niemal trzecia w nocy, a ja rozpisuję się tak, że niedługo sama z tego postu stworzę książkę. Dajcie znać, jakie tytuły u Was na półkach/stoliczkach nocnych/plecakach teraz królują i co ciekawego polecacie. Bardzo chętnie się zainspiruję jakimiś wskazówkami!

PS Jak chodzi o Ziburę – dla wszystkich, którzy uczą się czeskiego, bardzo polecam jego fanpejdż fejsbukowy oraz profil instagramowy. Zibura bowiem znowu jest w drodze! Tym razem jednak postanowił jechać stopem. Przez Europę. Jedzie więc, a swoje relacje na bieżąco umieszcza w mediach społecznościowych. Jak zwykle podróż obfituje w przygody, a posty w humor. Bardzo polecam!

A tak na zachętę…