Jesień czuć już w powietrzu.
Właśnie wróciliśmy z krótkich wakacji w Słowenii, i wszędzie, i tam, w górach, i tutaj, na naszych morawskich nizinach, coś zdecydowanie wisi już w powietrzu. Dość powiedzieć, że po powrocie za niczym nie tęskniłam tak, jak za kubkiem gorącej czarnej herbaty. Właśnie ona oraz miska parującej zupy dyniowej to najlepszy znak, że zmiana pory roku dokonuje się na naszych oczach.
Wreszcie nadchodzi chłód
Szczerze mówiąc, nic mnie bardziej nie cieszy. Niemal tak, jak kiedy zima i ciemność w końcu odchodzi, dni stają się dłuższe, a na spacerach słyszę wiosenne trele ptaków. Lato, w całej swojej wspaniałości, straciło dla mnie wiele ze swojego uroku przez fale upałów, które okazują się po prostu zabójcze, szczególnie, jeśli mieszkasz w centrum miasta. Mury i beton połykają takie ilości energii słonecznej, że żaden nocny chłodek (który, bądźmy szczerzy, w lecie tak często na Morawach się nie zdarza) nie jest w stanie nas schłodzić i dać wytchnienia. Nie, zdecydowanie przestałam być fanką tak ekstremalnego lata (i serio nie wiem, jak takie temperatury od długiego czasu wytrzymują mieszkańcy Hiszpanii czy Włoch. Ja przez pół lipca marzyłam już tylko o wyjeździe do Polski, która była mimo wszystko chłodniejsza).
Odkrywszy w sobie ten mroczny element, lubujący się w słocie i ciemnościach, cieszę się jeszcze z jednego powodu. Wreszcie można z powrotem szukać szczęścia na szlakach. Nastały do tego idealne wręcz warunki: nie jest za ciepło, ale jeszcze także nie za zimno, zanadto nie pada, a człowiek może się szczerze cieszyć z promieni słonecznych (a nie przed nimi uciekać). Kilka szlaków już w związku z tym uskuteczniliśmy, a ja bardzo cieszyłam się z odzyskanej sprawności (naprawdę nie cierpię upałów 😉).

Czeskie i polskie jesienne święta
Jesień jest cudowna jeszcze z jednego powodu. Dziś rozpoczynamy serię kilku świąt, czeskich i polskich, które nastrajają do celebrowania tej pięknej pory roku. W zeszłym roku pisałam już o tym, jak Czesi i Polacy pochodzą do patriotyzmu, świętują go jesienią i czym się to różni, dziś dodam tylko, że takie dnia spowolnienia na koniec września, października i w pierwszej połowie listopada są wisienką na torcie. To tak, jakby osoby uwielbiające Halloween, dostawały ich kilka w przeciągu dwóch miesięcy.
Ja co prawda pracuję na własny rachunek, wolne mam więc w kratkę i wtedy, kiedy go naprawdę potrzebuję lub nie ma zleceń. Niemniej, takie święto po prostu czuć w powietrzu, szczególnie, gdy mieszka się w centrum, a miasto jest niezwyczajnie ciche. Śpimy przy otwartym oknie i rano nie budzi nas szum i hałas ludzi spieszących w tylko im wiadomym celu. Tramwaje jeżdżą rzadziej. Aut jest mniej. Sąsiadka naprzeciw ze spokojem wygląda przez balustradę. Na podwórku bawią się dzieci.

Jesień w Czechach
Jesień kojarzy mi się z kilkoma cudownościami. Pierwszą z nich jest muzyka Anety Langerovej (a zalinkowany koncert to cudo). To bardzo subiektywne, ale pierwszy raz na dobre miałam okazję poznać jej twórczość podczas koncertu w centrum Brna, który odbywał się bodajże 17 listopada dwa lata temu. Było to piękne i wzruszające doświadczenie, święto demokracji, spotkanie ludzi, którym nie jest ona obojętna, celebracja pokoju i szczęścia. Od tego czasu Aneta towarzyszy mi w słuchawkach często, a jesienią jeszcze bardziej. Jej pieśni Voda živá, Vzpomínka czy Svatá Kordula dotykają jakiejś specjalnej struny mojej duszy i sprawiają, że chce się żyć.

Czeska Telewizja jesienią
Innym przyjemnym aspektem jesieni w Czechach jest nowa ramówka Czeskiej Telewizji. Śmiejcie się, wiem, to brzmi, jakbym nie miała życia towarzyskiego. Zapewniam Was jednak, że tak nie jest, chodzi po prostu o to, że niektóre programy czeskiej telewizji państwowej są naprawdę pierwszorzędne – i człowiek może się na nie cieszyć. Już o tym niejednokrotnie pisałam, tworząc listę moich ulubionych czeskich programów turystycznych; z tym że ta lista każdego roku się właściwie wydłuża. W tym na pewno dopisałabym najnowszy program literacko-podróżniczy, który prowadzi Jaroslav Rudiš. Tak, to ten sam od Ostatniej podróży Winterberga. W programie rusza on koleją (jakżeby inaczej; ci, co go czytali, na pewno się nie dziwią) przez czeską krainę i pokazuje miejsca związane z pisarzami czeskimi lub narodzonymi na terenach czeskich (np. niemieckiego pochodzenia). Program uroczy, ciekawy i zdecydowanie zachęcający do udania się do biblioteki (albo ja już naprawdę robię się stara…).
Wkrótce możemy się także zacząć cieszyć na gęś z modrą kapustą i knedlikiem oraz młode wino. Tak, danie to można zjeść przez cały rok, ale czy wiecie, że smakuje ono najlepiej, gdy człowiek styra się na szlaku, może nawet trochę zmarznie i trochę zmoknie, w powietrzu unosi się zapach palonego drewna lub węgla, a dym unosi się nad niewielkimi dolinkami? Wtedy wizyta w hospodzie i svatomartinská husa smakuje po prostu najlepiej i nikt mnie nie przekona, że nie mam racji.
Na dziś to tyle nowinek ze świętujących Czech. Mam nadzieję, że poniedziałek mija Wam miło, nawet jeśli spędzacie go, zresztą podobnie jak ja, w pracy.
Ciao!
M.
PS A jeśli ciekawią Was czeskie święta narodowe, to ten temat też już na blogu został poruszony. O tutaj: czeskie święta narodowe.

