Dobre miejscówki, Gdzie zjeść, Praktycznie

Skalne miasta w Czechach

Nowy Rok się rozpoczął i wszyscy wokoło robią podsumowania, rozliczenia, snują plany i gorliwie coś postanawiają. Najlepiej, gdy oświadczą to całemu światu za pomocą mediów społecznościowych.

No i fajnie – na zdrowie i Bóg zapłać! U mnie na razie podsumowań nie ma – bo blog w gruncie rzeczy ciągle jeszcze jest na początku swojej drogi, dopiero pół roku w nowej odsłonie, plany są, a właściwie dopiero się klarują. Kiedy się wyklarują, to Szanownych Czytelników poinformuję.

Oficjalnie. I na mediach społecznościowych też, by spełnić tę nowoczesną tradycję.

Co na pograniczu najlepsze

Tymczasem postanowiłam oddać się temu, po co właściwie blog powstał. A więc opisaniu fajnej miejscówki, w dużej mierze zlokalizowanej w Republice Czeskiej, a tak właściwie – na pograniczu.

Cały ten blog tak naprawdę opowiada o świecie na pograniczu: pograniczu polsko-czeskim, pograniczu dwóch całkiem różnych choć przecież słowiańskich światów, styku różnych kultur i różnych optyk na nie patrzenia, pograniczu dwóch kuchni, religii, światopoglądów. Juan Goytisolo, hiszpański pisarz, powiedział kiedyś, że właśnie na styku wielkich kultur tworzy się rzeczy naprawdę ciekawe.

Opinie tę całkiem podzielam, a więc dziś o krótkim pobycie na pograniczu właśnie – tym razem tym fizycznym. To była jesień, ale wciąż jeszcze ciepła jesień, kiedy słońce nadal długo stoi nad horyzontem, a człowiek wierzy, że świat i życie się nie kończy. Drzewa przybrały barwę żywego złota, kontrastując z wciąż widoczną zielenią zapadającej w sen przyrody – a myśmy jechali na południe, południe, południe.

Na południe!

W mieszkaniu w Poznaniu uwielbiam fakt, że droga na południe ciągnie się przez nieskończone wielkopolskie pola. Polanie wzięli w końcu swą nazwę od pól, więc dobrze jest czasem naocznie przekonać się, że to bynajmniej nie było czcze gadanie. Pola ciągną się niemalże bez końca, od czasu do czasu przerywane wyspą drzew, zagajnikiem właściwie, który jest schronieniem dla zwierzyny.

Potem w końcu człowiek dojeżdża do Wrocławia [teraz już częściowo wspaniałą S5-ką…], a za Wrocławiem już niewiele trzeba, by znaleźć się w magicznej krainie pagórków, gór i górek.

Tym razem za cel obraliśmy Lubawkę: mieścinę położoną na samej dosłownie granicy. Mieszkaliśmy w domku wypoczynkowym Iskierka [który zresztą bardzo polecam, w niziutkiej cenie przeuroczy domek, a pobyt umiliła nam jeszcze właścicielka, napalając ognia w kominku…] W Lubawce nic właściwie nie ma [no dobrze, oprócz słynnej pizzerii, o której, by złego nie mówić, nie powiem nic…], ale jej dużym plusem jest to, jak blisko jest Czech.

*Tutaj uwaga dla ewentualnych podróżników poruszających się autem. W Lubawce znajduje się przejzd kolejowy. Z rodzaju tych, które Bóg i ludzie opuścili już dawno: cisza, spokój, pociąg jedzie z zawrotną częstotliwością kilku sztuk na tydzień. Zgadnijcie, kto czekał ukryty przy przejeździe kolejowym i czyhał na kierowców, którzy nie zatrzymają się W ZUPEŁNOŚCI przed przejazdem. No, zgadnijcie. Zgadnijcie również, kto do wydatków na wyjazd musiał doliczyć mandat…

Skalne Miasta w Czechach

Bo to Czechy oczywiście były naszym celem, a konkretniej: skalne labirynty i kilka browarów w niedalekiej ich okolicy, czyli coś dla ducha i coś dla ciała.

Tak naprawdę skalnych labiryntów w tej części Czech jest kilka – myśmy odwiedzili dwa: Teplické skalní město i Adršpašske skály. To dość niesamowite formacje skalne, będące częścią Gór Stołowych, a więc Sudetów, znajdujące się na dwóch końcach jednego masywu. Adršpaskie skały są bardziej znane i turystyczne, są też trochę mniejsze, a skały tworzą skomplikowany labirynt. Teplické Skały wyrastają wprost z ziemi i są rozleglejsze (1800ha!), dodatkowo są mniej znane, także ludzi tam znacznie mniej.

Historia skalnych miast

Formacje skalne prawdopodobnie od dawien dawna służyły okolicznym mieszkańcom za miejsce schronienia, ale dla pionierów turystyki zostały odkryte dopiero w XVIII w., z tego też okresu pochodzą pierwsze rysunki skał. Dopiero po wielkim, trwającym kilka tygodni pożarze w 1824 r., kiedy większość porastającej skały puszczy zginęła, między skałami zaprowadzono ścieżki dla odwiedzających. Wielu ich tam od tej pory było: na skałach znajdziecie bądź tablice upamiętniające wizyty wielkich osobistości [królowie, poeci, arystokracja, śmiałkowie….] bądź podpisy zwyczajnych ludzi, którzy przyjechali tu zwiedzać. Niesamowitości dodaje im fakt, że nierzadko pochodzą one sprzed stu, stu pięćdziesięciu lat lub więcej, wykonane ręką ludzi ze światów, których dawno już nie ma, bo zmiotła je wojenna pożoga. Są więc napisy mieszkańców Łodzi [niemieckie], Wrocławia [to znaczy: Breslau], czy innych miast, są też napisy w jidysz. Wszystko, wraz z okalającą to miejsce ciszą, spokojem i chłodem tworzy dość niesamowitą atmosferę.

Zobaczcie zresztą sami.

…i trochę legend

Istnieje lokalna legenda, mówiąca o tym, że za dawnych czasów oba skalne miasta w rzeczywistości były dwoma prawdziwymi miastami, broniącymi wstępu do krainy rządzonej przez tutejszych władców. Żaden wróg nie mógł się do kraju dostać, bo był wspaniale chroniony głębokimi lasami i niedostępnymi górami i tylko miasta stanowiły do niego bramy. Kraj był bogaty i bezpieczny aż do chwili, gdy ktoś wpuścił wroga przez miasta. Nieprzyjaciel grabił, rabował i gwałcił… nie spodobało się to jednemu ze słowiańskich bogów, który postanowił ukarać ludzi za bezmyślność i zmienił obydwa miasta…w skały.

Skały pozwalają zapomnieć o tym, co czeka na zewnątrz, w wielkim świecie. Sprawiają, że człowiek uświadamia sobie, jak krótką chwilę jest. I jak szybko przemija… a skały pozostają.

Lokalne czeskie browary

Po tych wspaniałych wędrówkach postanowiliśmy nieco się ogrzać i posmakować lokalnych browarów: z rekomendacji Piwnej Kompanii, a także trochę z przypadku odwiedziliśmy dwa: browar JungBerg i browar Mžany.

JungBerg był lokalnym małym browarem, który ledwie zaczynał – założony przez dwóch znajomych fascynatów piwa, którzy swoją mini produkcję otworzyli w murach starego, dziewiętnastowiecznego browaru, zachowując tradycję tego niezwykłego miejsca. Kontynuowanie tradycji jakiegoś miejsca ma w sobie pewien czar – pozwala chociaż trochę oszukać czas i upływające lata, oszukać zapomnienie. Ludzie już bowiem dawno odeszli, a jednak piwo znowu się tam leje. Tym bardziej tutaj: zwiedzanie miało charakter niemal prywatny, bo cała wycieczka liczył nas i … przewodnika. Dostaliśmy po kuflu zacnego piwa [kierowcy w butelce na potem] i ciekawą opowieść o pasji, która doprowadziła twórców do tego miejsca.

Drugi z browarów był zdecydowanie dalej na drodze swego rozwoju: oprócz wycieczki po browarze oferował posiłek we wspaniałej przybrowarnej restauracji, a także noclegi i SPA. Oba miejsca serdecznie polecam!

Co na czeskim pograniczu zobaczyć warto

W trakcie wyjazdu zajrzeliśmy jeszcze do paru miejscowości:

Trutnov: przygraniczna mieścinka, warto przejść się po ryneczku i okolicznych uliczkach [tutaj spróbowaliśmy wybornej kaczki z knedlami i modrą kapustą, zapijając lokalnym piwem Hendrych w Hotelu Grand Luxury. Nie dajcie się zmylić nazwie, bo bardzo nie przystaje do obecnego wyglądu tejże noclegowni. Niemniej jednak – kuchnia na szóstkę!]

Nachod: kolejne całkiem urocze miasteczko, z całkiem sporym starym miastem i zamkiem na wzgórzu. Do zwiedzania jednak raczej latem.

Hradec Kralove: śliczne miasto, z długim i urodziwym rynkiem, na którym z niewiadomych powodów zrobiono… parking. Słynie również z dzielnicy zbudowanej w latach 30 w stylu modernistycznym. Warto!

Praktycznie o Skalnych Miastach:

Skalne miasto w Ardspachu można odwiedzać cały rok, natomiast Teplickie Skały – tylko w sezonie letnim. Aktualne godziny wstępu znajdziecie na stronie informacyjnej nt. ardszpaskich skał. Zwróćcie uwagę, że w zimie nie ma stałych godzin otwarcia – zmienia się to w zależności od warunków pogodowych, w celu dowiedzenia się aktualnych informacji należy zadzwonić pod wskazany numer. Na wspomnianej stronie znajdziecie również aktualne ceny wstępu dla dorosłych, dzieci i studentów. W Ardszpaskich Skałach istnieje jeszcze możliwość przepłynięcia łódką po rzece Metuji między skałami, urozmaicone wygłupami przewodników, którzy świetnie żonglują między czeskim a polskim [jednak tylko w sezonie letnim, co logiczne].

Udanych wojaży!

Marta

Inne fajne artykuły, z których czerpałam informacje:

Wspaniały artykuł o skalnych miastach w National Geographic

Strona Skalnych Miast z przydatnymi informacjami