Czechy mentalnie, Czeskie drobnostki codzienne i od święta

Žítkovské bohyně, czyli rzecz o szamankach

Dzisiejszy artykuł pisze mi się ciężko. Temat jest fascynujący, noszę się z nim już od dobrych kilku tygodni, jeśli nie miesięcy. Zbliża się jednak 31 października, a więc Dziady, a to termin wręcz idealny. Dlatego zmuszam się w końcu, by wyrzucić z siebie tę historię i podzielić się nią z Wami.

To historia o kobietach niezwykłych. Silnych, upartych, mądrych, które swoją mądrość umiały wykorzystać, by pomagać innym, a przy tym zadbać o dobrobyt swój i swoich bliskich. Kobietach, które przekraczały granice – tego, co wolno kobietom w tradycji patriarchalnej, tego, co wolno świeckim w kulturze chrześcijańskiej, tego, co wolno obywatelom w państwie reżimowym – i które za ich przekraczanie surowo płaciły.

Žítkovské bohyně

Žítkovské bohyně – bo o nich mowa – to ród, żyjący we wiosce Žítkova w Morawskich Kopanicach, regionie Białych Karpat, na wschodnio-południowym krańcu Morawy. Ród o tyle nietypowy, że nie dzieli jednego nazwiska, a dar, który przekazuje z pokolenia na pokolenie, niosą kobiety. Sięga czasów dawnych – najstarsze zapiski o boginiach z Žítkove pochodzą z XVIII wieku (można jednak podejrzewać, że jest dużo starszy) – i dotrwał aż do czasów współczesnych.

Boginie to osoby silne i cieszące się szacunkiem oraz autorytetem w swojej społeczności, a czasem, ich wieść o ich mocy i talencie przekraczała granice i ściągała do Žítkovej osoby z odległych krain. Wszystkie one przybywały do bogini po pomoc.
Co to właściwie ma wspólnego z Czechami i blogiem, zapytacie?

Wbrew pozorom – sporo!

Hit czeskiego folkloru

Temat bogiń to jeden z hitów ostatnich lat czeskiego folkloru. Zaczął być znany szerszej publiczności od roku 2012, to jest daty wydania książki Kateřiny Tučkové pt. Žítkovské bohyně*, która zdobyła sobie spore grono czytelników i przetłumaczona została na kilka języków, ściągając do wsi tysiące turystów, szukających śladów po dawnych szamankach.** Sama również natknęłam się na niego, buszując po jednej z księgarni w Brnie, gdzie zakupiłam wyżej wspomnianą książkę.

Boginie mówią językiem, który nie jest ani czeskim, ani słowackim – czymś pomiędzy, swoim własnym dialektem, gwarą. W tej odciętej od ludzi krainie zachowały się resztki pradawnego matriarchatu i pogaństwa, które w przedziwny sposób połączyły się z nową wiarą – chrześcijaństwem. Jest więc tutaj szukanie jakichś korzeni, śladów przeszłości, dawnych wierzeń i tradycji, ale także postawa kobiet, które oparły się w pewien sposób roli, jaką nasza tradycja przypisywała kobietom. Zachowały poważanie i szacunek, potrafiły na siebie zarobić, ściągając do siebie klientów nawet z zagranicy (a wyobraźcie sobie, że Žítkova to naprawdę wieś na końcu świata) – a w pewnym okresie wzbudziły nawet zainteresowanie hitlerowskich władz, które rozpoczęły badanie ich sztuki, zakładając specjalną jednostkę Hexenkomando, którego głównym celem było udowodnienie w ich istnieniu śladów pradawnej germańskiej kobiety.

Czym się zajmowały?…

Czarownice?

Tym wszystkim, czym dziś zajmuje się lekarz i weterynarz, psycholog i psychiatra, a nawet farmaceuta. Dogłębnie poznawały ludzi, zarówno od strony fizycznej, jak i psychicznej. Znały działanie ziół, leczyły choroby i dolegliwości, nastawiały kości i stawy, parzyły ziołowe herbatki, zařikavaly– a więc recytowały zaklęcia, mierzyły swe siły w starciu z pogodą, przeganiając burze, a nawet przygotowywały miłosne napary i wieszczyły. Zajmowały się tym, co dziś nazwalibyśmy alternatywną medycyną i białą magią. Oczywiście były wśród nich i te, które swe siły i dary wykorzystywały w sposób, który niekoniecznie służyć miał dobru innych – te dziś nazwalibyśmy pewnie czarownicami. Potrafiły rzucić urok, a nawet doprowadzić do śmierci. To były jednak wyjątki – większość z nich bohovala, by pomagać.

Stąd zresztą ich nazwa: boginie, po czesku bohyně – od bogowania, czyli przepowiadania przyszłości. Boginie dzięki swemu darowi potrafiły zajrzeć w ludzkie dusze i tak dobrać słowo tudzież zioło i zaklęcie, by człowiekowi ulżyć.

Poszukiwacze

Skąd je znamy? Opisywał je na początku XX wieku ksiądz Josef Hofer, który był na Žítkove proboszczem i prowadził z nimi walkę – czy o ludzkie dusze czy też pieniądze i szacunek, ocenić musi każdy sam. Później wzbudziły ciekawość etnografów, którzy w drugiej połowie XX wieku ruszyli badać, oceniać, szukać naukowych wyjaśnień. Oglądałam kilka wywiadów z nimi – naocznymi świadkami ostatnich bogiń, którzy opowiadali, że z początku byli sceptyczni, boginie jednak zazwyczaj odnalazły drogę do ich serc, odgadując przyszłość, która później okazywała się rzeczywistością.

Zresztą to właśnie dzięki nim znamy nazwiska i losy žítkovskich bogiń od czasów, kiedy za swoją sztukę nierzadko kończyły tragicznie, czy to na stosie, we więzieniu czy zakładzie psychiatrycznym. Dziś mówi się, że ostatnia bogini na Žítkovej umarła w poprzedniej dekadzie. Jednak jej wnuczka, zapytana o to, spojrzała dość dziwnym wzrokiem na dziennikarza i zapytała: „A kto Panu to powiedział?”.**
Czy wciąż istnieją? Nie wiadomo.

Ale ja sobie o nich przypominam za każdym razem, kiedy moja babcia, jedna lub druga, mówi, by zjeść wszystkie resztki przed burzą, bo skisną. Albo kiedy patrzą na spadające krople deszczu i na podstawie tego, jak się odbijają od podłogi, przepowiadają, czy będzie długo padać. Albo kiedy dzwoni telefon (stacjonarny) – a one już wiedzą, kto i dlaczego dzwoni.

Przypadek?…

 

Marta

Źródła:

*Książka Kateřiny Tučkové pt. Žítkovské bohyně – dostępna także po polsku, opis możecie przeczytać tutaj

**Artykuł o turystach szukających bogiń w Žítkové

***Dokument czeskiej telewizji o boginiach z Žítkové

Gdzie jest Žítkova?