Czechy praktycznie, Gdzie zjeść

Co ze sobą przywieźć, by czeski klimat pozostał na dłużej

Robi się coraz cieplej. Słońcu zdarzy się przygrzać nawet w Poznaniu, a więc – zapewniam Was – w Brnie świeci jeszcze mocniej. Wiosna na Morawach w ogóle jest szybsza, mocniejsza, beztroska. Wieczór raczej nie napawa obawą o nagły opad deszczu albo gradu. To wprost idealna destynacja na weekendowy wypad – a jako że przed nami piękne wiosenne miesiące, być może ktoś z Was już się na Morawy pakuje. Na ten – a także każdy inny przypadek – przygotowałam krótką listę morawskich delikatesów, które warto z Brna ze sobą przywieźć.

#1 wino

A właśnie, że nie piwo! Może to zaskakujące, ale dobrych piw kraftowych w Polsce naprawdę nie brakuje. (klik!) Także jeśli chcecie pokosztować coś niezwykłego, nie trzeba już koniecznie wyruszać aż za południową granicę. Natomiast coś, co wielu ludzi wciąż zaskakuje, to fakt, że w Czechach można odnaleźć naprawdę dobre wina. Morawy to region, w którym uprawa winorośli kwitnie, zapoczątkowana jeszcze przez Rzymian. Pałeczka była przekazywana przez pokolenia, po kolejnej zmianie ustrojowej przejęli ją Czesi. Dlaczego warto ze sobą przywieźć wino w Czechach? Odpowiedzi są dwie: bo jest dobre i tanie. Za 1,5l dobrej jakości wina (nie jestem specjalistą, ale powiedzmy: średnio-zaawansowanym użytkownikiem) w PET zapłacimy mniej więcej 90 koron, czyli… około 15 złotych. Nie, nie przecierajcie oczu, dobrze czytacie.

Ta cena to pewnie wyjaśnienie, dlaczego w Czechach raczej nie pija się wódki. Nie ma takiej potrzeby! 😊

vinarna
Źródło

*Wino samo w sobie jest tematem bardzo intrygującym. Warto się tym zainteresować zwłaszcza w kontekście nadchodzących wakacji, przedłużonych weekendów i wypadów do południowych sąsiadów. Dlaczego? Ciekawą propozycją jest nocleg na Morawach, wśród winnic, z kieliszkiem dobrego wina, połączony z degustacją dokonywaną na przykład w piwnicy z dodatkiem czegoś na ząb. Więcej o winie możecie u mnie poczytać w artykule o morawskim napoju bogów.

*Gdzie kupować? Możecie oczywiście w każdym supermarkecie. Możecie jednak także zawitać do vinoteki, czyli przybytku specjalizującego się w sprzedaży wina, zarówno w PETach, butelkach szklanych czy… kieliszkach. Dla lepszego rozeznania można w vinotece (których np. w Brnie jest naprawdę na pęczki, zarówno w centrum, jak i w samych supermarketach) spocząć i popróbować, co Wam najbardziej zasmakuje, a potem zakupić w wersji eleganckiej – szklanej, lub praktycznej – plastikowej.

*PETy. Tutaj sporo ludzi w lepszym przypadku pokręci głową ze zdumieniem, a w gorszym – zgorszeniem. No bo jak to?! Wino z plastiku?! Toż to barbarzyństwo!

Cóż. Można się zgodzić, że to niekonwencjonalne, ale właściwie do czego nam ta szklana butelka, jeśli akurat nie wybieramy się na elegancki bankiet? Przyznajcie się, wino zazwyczaj pijecie w zaciszu domowych pieleszy, z przyjaciółmi lub bliskimi. PET jest spory, dużo tańszy, łatwo można zamykać i otwierać. Same zalety. Jest to również doskonały przykład czeskiej praktyczności i braku snobstwa. Poza tym, istnieją jeszcze kieliszki, w które wino z plastiku można nalać. Jak dla mnie – na plus.

2# burčák

Skoro my tu już o winie… to nie mogę nie wspomnieć o burčáku! Kto pił, ten wie. Słodki, lekko gazujący sok winogronowy, którego pełen słońca smak kryje niebywałą siłę alkoholową – to zwieńczenie sezonu letniego. Szczerze mówiąc, fermentujący sok – to może nie brzmieć szczególnie zachwycająco, ale byłam świadkiem, kiedy sceptycznie nastawieni ludzie się w nim od pierwszego łyku zakochiwali. Dostępny nie gdzie indziej, tylko na Morawach. W drugiej połowie sierpnia i wrześniu do spróbowania/zakupienia niemal na każdym rogu w centrum Brna. Pozycja warta zapamiętania.*

burcak
Źródło

*UWAGA: burčák nadal fermentuje. Nieodpuszczanie nadmiaru gazu z butelki podczas transportu może okazać się przyczynkiem do wybuchu. Odpuszczanie natomiast wprowadzeniem w stan lekkiego upojenia. Należy zachować względne warunki bezpieczeństwa! 😊

#3 papryka

Będziecie się ze mnie śmiać. Wiem, wiem, papryka ta prawdopodobnie w ogóle w Czechach nie rośnie. I nie wiem, na czym to właściwie polega. Ale przysięgam – papryka w Czechach smakuje inaczej. Jest inna. Więcej w niej słońca, słodyczy, zapachu. Może to ze względu na bliskość Węgier, których kuchnia papryką stoi. W każdym razie, kiedy w Czechach widzę to:

papryka
Źródło

nie ma siły, która powstrzymałaby mnie od jej zakupu w dużych ilościach. Po prostu. Taki mój osobisty fetysz – z całego serca polecam.

#4 keczup

Pewnie się dziwicie, dlaczego wymieniam już 4 rzecz, a wciąż nie są to lentilky lub kofola. Cóż, przed tymi niezaprzeczalnymi hitami stoi jednak keczup. Czeski keczup.

ketchup
Źródło

Być może jest to związane z legendą o czeskim keczupie, który mój ojciec próbował na Śląsku w dzieciństwie, który smakował inaczej, lepiej… jednak smak tego jednego keczupu naprawdę jest wyjątkowy. Nie za słodki, pomidorowy, idealny.

#5 knedlik

Cóż mogę powiedzieć, pozycja #5 to po prostu musiał być knedlik. Nawet, jeśli ten z supermarketu niestety nie umywa się do takiego domowego. Pocieszę Was jednak, że z moich obserwacji wynika, że w większości czeskich domów, kiedy w domu jada się knedlika, to pochodzi on właśnie z supermarketu. Tak więc – jak najbardziej możecie sobie takowy zakupić, przewieźć i w warunkach domowych spróbować odtworzyć gulasz z knedlikiem. Knedlik taki nie jest drogi (w końcu to woda, mąka i drożdże) a dobrze zrobiony, potrafi być smaczny. Taki czeski fast food, do odgrzania w mikrofali.

knedilk
Źródło

*Mowa tutaj oczywiście o tej chyba najprostszej wersji knedlika – z mąki pszennej i drożdży. Dla Waszej wiadomości – knedlik nie zawsze oznacza to, co widnieje na zdjęciu powyżej. Ale to chyba temat na osobny post!

#6 winna kiełbasa

Tutaj zmierzymy się z mitem, jakoby w Czechach nie było dobrej kiełbasy. Rzeczywiście, oferta jest zdecydowanie uboższa, gdy porównać ją z polską (i nie mam na myśli tylko kiełbas, wędliny również), niemniej jednak ta kiełbaska godna jest peanów. Viná dobrze kojarzy Wam się z winem – pachnie i smakuje aromatem winnym. Zapach dość specyficzny, ale smak tej kiełbaski podsmażonej na cebulce z duszonymi pyrami – absolutne mistrzostwo i nie musicie mi wierzyć na słowo. Spróbujcie sami! Wszystko to również jest to odtworzenia w domu – winną kiełbasę dostaniecie w wielu marketach.

vinaklobasa
Źródło

# 7 Trdelnik

Trdelnik ne jenom pro trdla…* czyli słodka drożdżowa rozkosz upieczona na gorącym walcu, którą Czesi zaimportowali zdaje się z Węgier. To nie jedyne kuchenne zapożyczenie, które jest dowodem na to, że mieszanie się kultur przynosi smakowite owoce. Trdelnik jest słodki, najlepszy prawdopodobnie na gorąco, oblepiony cynamonem z cukrem, kakao albo orzechami. Wersji są oczywiście tysiące, choć wg mnie ta podstawowa – najlepsza. Nie do przeoczenia, nawet w centrum Pragi!

*trdlo – czes. głuptas. Taki mały bonus w postaci darmowego suchara 😉

trdelnik
Źródło

#8 kofola  #9 lentilky #10 Studentská

Dobrze już, dobrze. Kończę. Trzy powyższe uważam za oczywistą oczywistość, tak wielką, że prawdopodobnie wyśmiejecie mnie, że w ogóle o nich wspominam. Cóż mogę rzec? Kofola podobno lepsza jest (mniej słodka, ale równie toksyczna😃) niż Cola, czy Pepsi – to taka spuścizna gastronomiczna słusznie minionej epoki, która wciąż jednak święci tryumfy. Niektórzy wyczuwają w niej lekki posmak rybny, inni wychwalają pod niebiosa. Na pewno jest swego rodzaju szokiem po konsumowaniu całe życie nadmiernie słodkich napojów gazowanych. I do tego jest niemal wszędzie! Jeśli zaś chodzi o lentilky lub Studentską – czy one wymagają przedstawiania? Prawdopodobnie nie – natomiast dodam tylko, że Studentską próbowałam i do dziś nie rozumiem, na czym polega jej fenomen. Jeśli ktoś wie, bardzo proszę o wytłumaczenie! 😊

To na tyle – mam nadzieję, że ten krótki poradnik, co warto ze sobą z Czech przywieźć, przyda się przed jakąś wyprawą. Albo w jej trakcie.

alfa

PS Jeśli żadne z powyższych Was nie zadowoli, zawsze zostaje… krem odprężający z dodatkiem marihuany. Serio. Istnieje coś takiego, można zakupić nawet na polsko-czeskiej granicy. Been there, done that! 😉

*souveniry nazwałam w tytule czeskimi, ale spora część z nich to tak naprawdę morawskie specjały. Być może i dostaniecie w Pradze burčáka, ale jednak to nie to samo, co kosztowanie go w sercu Moraw. Podobnie z winem. Reszta jest raczej uniwersalna 🙂

**zdjęcia nie są mojego autorstwa. Źródła reszty znajdziecie pod konkretnym zdjęciem.

  • Po przeczytaniu twojego tekstu trochę mi ulżyło – jak widać nie jestem jedynym, który przywozi z Czech do Polski keczup. To pocieszające ;-). Otma Gurmán jest jak dla mnie bezkonkurencyjny, 240g pomidorów na 100g keczupu… Czegoś takiego nie kupi się w Polsce.
    Wino też popieram, nawet w butelkach PET. W końcu cała Hiszpania czy inne Chile pije na co dzień wino z kartonika i jakoś uszczerbku na honorze nie doznają. Jednak z win czeskich odradzam różowe – jeszcze nie trafiłem na takie, które byłoby smaczne.
    Burčák… prawdziwie szatański wynalazek, którego warto skosztować przed zakupem, bo każdy smakuje inaczej. No i nigdy, ale to nigdy nie wolno go trzymać w szklanej butelce lub słoiku, chyba, że chcemy uzyskać granat rozpryskowy. Znam osobę, która w ten sposób zdewastowała sobie lodówkę.
    Do listy dodałbym sery, niesamowite jabłka odmiany Opal (z sokiem tłoczonym do kompletu) i valašské frgály, które zdecydowanie NIE SĄ tandetną drożdżówką.

    • Heh, ten keczup to hit w mojej rodzinie. W piwnicy w tej chwili stoją jeszcze minimalnie 3 butelki (to już końcówka), a za 3 tygodnie jadę uzupełniać zapasy… 😉
      Co do win – na Morawachto w sumie głownie białe. Różowe piłam, ale nie zapadło mi jakoś szczególnie w pamięć, ani dobrze, ani źle. A burčák to mój osobisty hit 🙂 Uwielbiam <3 Na szczęście jeszcze nigdy mi nie wybuchł oraz nigdy nie wpadłabym, by zamykać go w czymś szczelnym i szklanym! 😀
      Jakie sery polecasz? Olomucké tvaružky? A jabłka spóbuję następnym razem!

      • Olomucké tvaružky z całą pewnością. Jednak one są bardzo specyficzne i raczej mało komu smakują. Myślę, że przygodę z czeskimi serami warto zacząć z czymś bardziej tradycyjnym. Żółte sery od Milko (www.milko.cz), bo ich eidam jest przepyszny; Gran Moravia, w typie parmezanu, który kupują nawet Włosi; kruchy i słony Balkan, idealny do sałatek; Niva z zieloną lub srebrną pleśnią; Archivní sýr; sery piwne; i cała masa lokalnych a’la nasz koryciński. Tak, jestem nie tylko keczupowym, ale i serowym fetyszystą, co zrobić… 😉

  • Akurat ja należę do tego wąskiego grona, które za olomouckimi przysmakami przepada 🙂 Nivę też oczywiście znam (najlepsza z duuużą ilością czosnku w postaci pomazanki!) , ale reszty nie – wypróbuję już wkrótce! Dzięki za wskazówki.

  • Pingback: Czechy: czyli co Polak i Polka wiedzieć powinni - Dziewczyna z czerwoną walizką()

  • Morning Lark

    Ja z Czech przywiozłam beherovke i mysle że musisz dodać ją do listy! Tradycyjny mnisi, nuezbyt smaczny alkohol który kiedyś był lekarstwem na gardło musi zagościć u każdego, kto lubuje się w alkoholach! Poza tym z czech przywiozłam piwo i czekoladę 😀 Z tym że te ostatnie to pamiątki żadne bo dostępne również w Polsce.
    Szkoda, że wcześniej nie znałam Twojego bloga.

    • Heh, beherovke znam, ale szczerze powiem, że na tyle nie lubię alkoholi tego typu, że mi nawet do głowy nie przyszła:) polecam się na przyszłość!