Lech a Czech

Czeskim okiem: TOP najdziwniejsze Polski

Top najdziwniejsze z Polski. Czeskim okiem, z Czechem przedyskutowane.

#barierki. Wszędobylskie, patriotyczne i szwagrowe.

Nie wiecie, o co chodzi? Ja też nie wiedziałam. Są tak wkomponowane w polski krajobraz, że dla kogoś, kto mieszka tutaj przez większą część życia, są po prostu niezauważalne. Dla mojego osobistego Czecha jednak to poważny zgrzyt estetyczny i zdroworozsądkowy. Nadal nie wiecie, o co chodzi?… Wybierzcie się na przejażdżkę na najbliższą drogę krajową lub wojewódzką, a już po kilku minutach się pojawią. Nieoczekiwane. Niepozorne. Absolutnie bezsensowne. Barierki, zazwyczaj w patriotycznych, biało-czerwonych barwach, z jakiegoś nikomu bliżej nieznanego powodu odgradzające chodnik od pola. Albo chodnik od rowu. Albo pole od rowu. Kombinacja  jest dowolna, sensu zazwyczaj brak. Chyba, że mają chronić szanownego Pana Żula od spadnięcia z roweru prosto do rowu. Czego w tym przypadku również nie rozumiem, bo chyba jednak wpaść do wyłożonego miękką trawą rowu lepiej niż huknąć głową w prawdziwie polską barierkę. W Czechach tego oczywiście nie doświadczycie.

Zastanawiamy się, kto wygrał ten najwyraźniej niezmiernie lukratywny przetarg na obramkowanie całej Polski.

#suplementy i #masowahipochondria.

Tego jakoś też wcześniej nie widziałam. Ale odkąd wróciłam, te reklamy są wszędzie. Włączam radio – leki na potencję, otwieram gazetę – leki na depresję, oglądam telewizję – leki na koncentrację, jadę autem, a przy drodze  – leki na popuszczanie moczu względnie zespół niespokojnych nóg. Wszyscy się suplementują, wszyscy leczą się co najmniej u kilku lekarzy, a i tak wiedzą najlepiej sami, bo konsultują wszystkie rady lekarskie z wujkiem Guglem. Temat chorób i lekarzy to również temat rzeka; to taki small talk, który należy umieć uprawiać, jeśli chce się zostać przyjętym do społeczności i uznanym za swojaka. Być może ta szalona popularność suplementów ma związek z wczorajszymi rewelacjami NIKu nt. substancji narkotycznych zawartych w niektórych suplementach.

To by w sumie tłumaczyło również wiele innych zachowań…

#galopujący konsumpcjonizm.

Teraz zabrzmię jak echo poprzedniej epoki. Albo niedzielnego kazania. Ale naprawdę coś w tym jest – wszyscy jesteśmy skażeni konsumpcjonizmem. Nie ma chyba dużego znaczenia klasa społeczna, region, wiek. Zastaw się, a postaw się. Ludzie rzucają się do kolejnych centrów handlowych jak muchy do miodu. W samym Poznaniu mamy ich teoretycznie wyraźny nadmiar, jedno większe od drugiego, a w kolejce do otwarcia ciągle czekają kolejne. W sobotę i niedzielę największe korki tworzą się na dojeździe do… centrów handlowych. To najwyraźniej nie tylko centrum handlu, ale również życia: towarzyskiego, konsumpcyjnego, a czasem nawet – duchowego. Cóż. Lata biedy i pustek w sklepach odbiły się na naszej zbiorowej psychice dość znacząco. Dość niekorzystnie.

Dodalibyście coś do naszej listy?…

alfa