Bez kategorii

Koniec historii

Dziś miało być o serialach i o tym, jak wspaniale jest móc przeżywać przygody przed ekranem telewizora, ewentualnie komputera. Ale temat odkładam na później.

Sama nie wierzę w to, co widzę, co czytam, co się dzieje. Fukuyama w 89’ roku powiedział, że historia się skończyła, bo doszliśmy do najdoskonalszego – nie doskonałego – ale i tak najdoskonalszego systemu ładu społecznego, czyli neoliberalnej demokracji. Zastanawiał się, czy nastąpi całkowity reset i czy wrócimy do poziomu ludzi pierwotnych.

Historia rzeczywiście zatacza koło. Jest to w rzeczy samej niesamowicie fascynujące i przerażające. Gdzieś w nas, Polakach, tkwi przekonanie, że czasem dobrze jest tupnąć nogą i zrobić porządek. Jest w nas ten ekstremizm. Ta absolutna niezdolność do zrozumienia drugiej strony. Wiara w słuszność własnego postępowania, wiara, która wybacza głupotę, wiara, która wybacza okrucieństwo, kłamstwo i miernotę moralną. Nie liczy się nic prócz zwycięstwa.

Chyba wiecie, o czym piszę. To oczywiste.

We wtorek, 13 grudnia, w rocznicę upamiętniającą początek stanu wojennego, byłam pierwszy raz w życiu na manifestacji KODu. Zaskoczyła mnie atmosfera gościnności i serdeczności. Wcześniej protestowałam tylko kilka razy i w porównaniu z również udanym Czarnym Protestem, gdzie czuć było wibrującą w powietrzu wściekłość, teraz uderzyła mnie pogoda ducha i siła. Ulga. Taka pewność, że cokolwiek by nie było, damy radę. Zwyciężymy.

Co mnie najbardziej przeraża?

Poziom kłamstwa. Kłamstwo stało się czymś, z czym już się nie walczy. Każdy tylko przekrzykuje drugiego i wszystko jedno właściwie, jakich argumentów używa. Nie ma dyskusji, jest krzyk i liczy się to, komu uda się wykrzyczeć swoje racje. Argumenty użyte i fakty przytoczone w dyskusji się nie liczą, bo przeciwnik z nimi skonfrontowany po prostu je zignoruje. Jaki jest więc sens tej dyskusji?…

Do władzy zawsze idą przynajmniej dwie grupy ludzi: tych, którzy chcą zrobić coś dobrego, bo mają taką naturę, bo  czują, że coś mogą dać innym i ci, którzy chcą coś dla siebie ugrać. Tych drugich jest pewnie więcej. Dobrze jest, jak ktoś z grupy nr 1 będzie jednak miał przeważający głos i jakoś tych drugich będzie trzymał w ryzach. Czasem wychodzi to lepiej, czasem gorzej.

Ale potem jest jeszcze ta trzecia grupa: ideolodzy. Każdy ma jakiś światopogląd – to oczywiste. Ale problem zaczyna się wtedy, gdy brakuje nam zrozumienia dla tej drugiej strony. Za brakiem zrozumienia idzie odrzucenie, brak szacunku – a stąd już bardzo krótka droga do dyskredytacji, odczłowieczania, agresji, przemocy, narzucania własnego zdania innym siłą.

Nie chcę nawet pisać o tym, jak bardzo wąskie horyzonty trzeba mieć, by siłą musieć narzucać własne innym. To chyba świadczy również o sporym braku dobrych argumentów.

Teraz więc mamy u władzy ideologów i wszystkich koniunkturalistów, którzy będą szczekać, jak trzeba albo miauczeć, jak trzeba, byle tylko wylądować na czterech łapach na odpowiednim stołku.

Jest jeszcze jeden aspekt. Takie trochę szersze spojrzenie – nasz duży wschodni sąsiad i jego chore sny o potędze, których ziszczenie możliwe będzie tylko wtedy, gdy Europa pogrąży się w chaosie, skłócona. Putin wyśmienicie wręcz pogrywa kartami różnych nacjonalizmów w całej Europie, nie tylko w Polsce. Ba, za oceanem też mu się udało.

Smutne to.

Trochę przerażające.

To jednak jest mój dom. I Wasz.

I by taki pozostał, życzę nam wszystkim na te nadchodzące Święta.

alfa