Myślodsiewnia

Czerwona droga

Dawno temu żyła sobie pewna dziewczynka. Zawsze była mała i ludzie mówili, że to cud, że żyje. Nie miała matki, bo ta umarła, wydając ją na świat. Ojciec nie miał wiele czasu. Zanim słońce jeszcze wzeszło, wstawał i dziewczynka słyszała jego ciężkie buty kroczące po ganku. Wracał, kiedy promienie ciepłego słońca kładły się już długimi cieniami i wtedy, zazwyczaj po jedzeniu, siadał na drewnianych schodkach przed domem i długo wpatrywał się w horyzont. Czasem opowiadał jej o tym, czym jest ciężka praca, o powiewie ciepłego wiatru na twarzy i smaku piasku w ustach. Pachniał wtedy potem i tytoniem, który palił od czasu do czasu, po tym, jak sam go zwinął w grubych, niedomytych dłoniach. Niekiedy wracał później niż zazwyczaj i wtedy jego kroki były mniej pewne, chwiejne, a ostry zapach, który roztaczał, miał w sobie coś z powiewu przygody, ale i niebezpieczeństwa, który wprawiał ją w lekki stan oszołomienia.

Kiedy podrosła, trafiła w jej ręce książka. Pisali w niej o takiej jak ich ziemi, czerwonej, ziemi, która niosła życia. I wolność.

Czerwone pola pełne bawełny i długie, niekończące się czerwone drogi, palone każdego dnia ostrym słońcem Georgii.

Kiedy czytała, nie czuła zmęczenia. Kiedy czytała, nie myślała o tym, ile jeszcze ma do zrobienia. Kiedy czytała, podążała czerwonymi drogami Georgii.

Może i Wy dziś odnajdziecie w któryś z poniższych piosenek czerwone pola Georgii albo powiew wolności, cokolwiek, co duszę niesie daleko, ponad znoje i troski.

Tutaj

Tutaj

Tutaj